Co czytać w tym miesiącu. Książki sierpnia

przeczytasz w mniej niż 5 min.

Nowe tłumaczenie pierwszej książki Hemingwaya, hipnotyczna podróż w górę Amazonii i nie w pełni udana saga rodzinna dziejąca się w Palermo

Ernest Hemingway

Zaś słońce wschodzi

Marginesy, 2022

Maciej Potulny, autor nowego przekładu pierwszej książki Ernesta Hemingwaya, sprawił, że napisana niemal sto lat temu powieść odzyskała świeżość.

Książka, wydana u nas wcześniej w tłumaczeniu Bronisława Zielińskiego pod tytułem „Słońce też wschodzi”, została pozbawiona przez Potulnego poetyckiego naddatku i archaizmów. Pozostał prosty styl bliski reportażowi. Krótkie gęste zdania i wystrzeliwane seryjnie dialogi, od których może zakręcić się w głowie. Czytelnicy przyzwyczajeni do poprzedniego tłumaczenia, będą musieli poświęcić chwilę na przyzwyczajenie się do nowej wersji. Zdecydowanie jest jej jednak bliżej do tego co napisał Hemingway. Podobnie jak nowy tytuł, mający obecnie więcej sensu.

To książka, w której pozornie niewiele się dzieje. Są lata dwudzieste, a grupa młodych Amerykanów spędza czas w Paryżu i w Hiszpanii, romansując, pijąc nieprawdopodobne ilości alkoholu, zdradzając się, kłócąc i dyskutując. Większość szczątkowej akcji toczy się wokół lady Brett Ashley, typowej femme fatale, oraz narratora, dziennikarza Jake Blake’a. A także przewijających się postaci tworzących grupę określoną przez Gertrudę Stein jako „zagubione pokolenie” – na które bezpośrednio wpłynęła I wojna światowa.

Hemingway nigdy nie budował wielowątkowych akcji. Nie tworzył zaskakujących zwrotów, ani nie przykładał wagi do szybkiego tempa narracji. Był jednak mistrzem w tworzeniu sugestywnych, wieloznacznych obrazów, a jednym czy dwoma zdaniami potrafił trafić w sedno rzeczywistości. „Zaś słońce wschodzi” udowadnia, że Hemingway posiadał tę umiejętność od początku pisarskiej kariery. Miał też ucho do dialogów, a jego rytmiczna fraza i pieczołowicie konstruowane powtórzenia na ówczesne czasy były czymś zupełnie nowatorskim. Po upływie niemal wieku ten styl wciąż pozostaje świeży. Czytając książkę w nowym przekładzie, ma się wrażenie obcowania z czymś aktualnym.

Odmalowany krótkimi sugestywnymi pociągnięciami pędzla hemingwayowski obraz rozbawionej paryskiej bohemy ma oczywiście drugie dno. To nie jest opowieść o nieustannej fieście, lecz o samotności, zagubieniu, braku życiowego celu, sile pożądania, zatraceniu i beznadziei.

Nad tą pozornie sielankową scenerią unosi się pesymizm i rozgoryczenie, które bohaterzy próbują przełamać rzucaniem się w kolejne romanse, libacje lub podróże. To nieustanna walka z czającą się tuż za rogiem pustką. Walka o szczęście, które okazuje się ulotne i nietrwałe. Czyż w tej opowieści każdy z nas nie znajdzie odrobinę własnej historii?

Patrick Deville

Amazonia

Noir sur Blanc, 2022

Najnowsza książka Patricka Deville’a, francuskiego pisarza, filozofa i podróżnika, jest relacją z podróży w górę Amazonii, którą autor odbył z synem, przemierzając Brazylię, Ekwador i Peru na pokładzie parowca „Jangada”. Napisaną w typowym dla Deville’a stylu – pełnym sugestywnych, niemal lepkich obrazów, z mnóstwem detali oraz osobistych wtrętów, które czynią z tej opowieści coś więcej niż kronikę podróży.

Wędrowanie z dorosłym synem staje się polem konfrontacji pokoleń. Nie jest to jednak zderzenie odmiennych światopoglądów. Pisarz przygląda się towarzyszowi, próbując przedrzeć się przez barierę, która dzieli dwie odrębne jednostki. Zdając sobie przy tym sprawę, że w synu – niczym w lustrze – odbija się też obraz jego samego.

Amazonia balansuje na styku stylów literackich, przesuwając się pomiędzy reportażem, kroniką, a esejem. To książka do niespiesznego smakowania. Aż prosi się o długie popołudnie, kieliszek wina i spokój pozwalający zatopić się w lekturze. Bez gonitwy przez strony, lecz pozwalając sobie na przyjemność obcowania z charakterystyczną frazą Deville’a.

Mimo mnogości wątków oraz morza informacji, którymi autor zalewa czytelnika, pisarz potrafi utrzymać jego uwagę.

Jest to o tyle godne podziwu, że narrację prowadzi w sposób dość zawiły, nie zaprzątając sobie głowy nagłymi zwrotami akcji czy zaskakującymi scenami. Siłą jego pisarstwa jest zdolność do tworzenia sugestywnych obrazów, kierujących uwagę na prozaiczne miejsca. Wystarczą dwa czy trzy zdania, by oddać atmosferę taniego hoteliku, podrzędnego baru lub opuszczonych wąskich uliczek w miasteczkach, których zapewne nigdy nie przyjdzie nam oglądać na własne oczy.

Odmalowane w ten sposób miejsca mają niezwykłą moc. O czym przekonały się zresztą całe pokolenia podróżników, z Patrickiem Devillem na czele. Zetknięcie się w dzieciństwie z kilkoma akapitami opisującymi odległe miejsca może wpłynąć na całe życie. Stać się źródłem niegasnącej potrzeby przemierzania świata. Docierania do miejscowości, których sama nazwa budzi poczucie tęsknoty.

Uważajcie więc zanim podsuniecie swoim dzieciom tę książkę. Może ona zmienić niejeden los. A być może nawet wasz. Po jej przeczytaniu chęć wyruszenia w drogę staje się bowiem trudna do odparcia, niezależnie od tego, w jakim jest się wieku.

Stefania Auci

Sycylijskie lwy

Wydawnictwo WAB, 2022

Dziejąca się na przestrzeni lat książka Stefanii Auci pozwala zatopić się w sycylijski krajobraz i poznać Palermo w każdym szczególe. Lektura nie przynosi jednak spodziewanej przyjemności – Sycylijskie lwy są po prostu nie za dobrze napisane.

Włoska autorka posłużyła się autentyczną historią rodu Florio, będącą przykładem nieprawdopodobnego awansu społecznego. To opowieść o rodzinie, która pod koniec XIX wieku wyrwała się z sypiącej się wiejskiej chaty, by trafić w końcu do pałaców i zyskać książęce koneksje.

Jak przystało na sagę rodzinną, są tu buzujące namiętności, dramatyczne spory, zdrady, ambicje i ogromne pieniądze. Wszystko zaczyna się od odważnej decyzji, którą podejmują bracia Florio, Paolo i Ignazio. Porzucają rodzinną wieś. Przeprowadzają się do Palermo i zakładają sklep korzenny. Ich plan jest jasny. Chcą zdobyć bogactwo i zawędrować na szczyt. Stać się kimś ważnym.

Stefania Auci, Sycylijka, zrobiła solidną dokumentację. Widać, że historię wyspy zna doskonale. Dbałość o szczegóły jest jedną z większych zalet Sycylijskich lwów, więc miłośnicy Włoch – których przecież u nas nie brakuje – znajdą tu sporo dla siebie.

Niestety autorka ma tendencje do wpadania w ton melodramatyczny, co chwilami zbliża tą pierwszą cześć sagi do opery mydlanej. Zadziwiająco płascy pozostają też główni bohaterowie, co jest o tyle zaskakujące, że dzieje się tu sporo, a postacie musza mierzyć się z kolejnymi problemami i wyzwaniami. Mimo tego pozostają w dużej przeźroczyści. Największym problemem tej książki jest jednak niewiara pisarki w inteligencję czytelników. Co rusz popełnia ona grzech dosłowności, nie pozostawiając niczego domysłowi ani wyobraźni odbiorcy. Gdy sugestywne obrazy są wyjaśniane, momentalnie tracą siłę.

Sycylijskie lwy nie zapewnią więc literackiej rozkoszy. Jeżeli jednak się z tym pogodzimy, podwyższając też u siebie poziom tolerancji na melodramatyzm, mogą na chwilę przenieść nas na wibrującą zapachami i kolorami Sycylię. A przecież podróż tam zawsze jest rzeczą cenną.

Redakcja

Travel Magazine to kreatywny i kulturalny magazyn o świecie. Podróżowanie jest jedną z form opowiadania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.