Czy musi być pięknie?

6 min. czytania
koń stojący na łące

Czy ruszamy w podróż tylko po to, by wszystko nam się podobało?

Ci którzy czytają nasz newsletter (jeżeli nie jesteście jeszcze w tym gronie, zachęcam do zapisania się tutaj), wiedzą, że w ubiegłym tygodniu przemierzałem bułgarskie wybrzeże. Przeskakiwaliśmy z grupą dziennikarzy pomiędzy kolejnymi miejscami, o których słyszał każdy europejski turysta: Złote Piaski, Słoneczny Brzeg, Albena…

To punkty docelowe wycieczek organizowanych przez biura turystyczne, oaza wypoczynku dla rodzin z dziećmi, trochę młodych par. Wszyscy ulokowani w ogromnych hotelach ustawionych tuż przy plaży. Wyższej lub niższej kategorii, lepszych i gorszych, ale z pewnością budowanych z rozmachem.

I choć moczenie się w basenie wydawało się kuszące, wiedziony ciekawością wolne chwile spędzałem na pieszych wędrówkach po okolicy.

Nie jest to wielkim odkryciem – podobnie jest w każdym z turystycznych miejsc – ale szybko okazało się, że zaraz za zakrętem ten wypreparowany świat wakacyjnego odpoczynku rozsypuje się w pył.

Dopieszczone alejki zamieniają się w dziurawe ulice. Tętniące życiem hotele w opuszczone obiekty, które nie dźwignęły wyzwań czasu, a place zabaw w nieco dekadenckie skwerki przejęte przez wysoką trawę i coraz gęstszą roślinność.

Nie piszę jednak o tym po to, by zniechęcać Was do podróżowania nad bułgarskie wybrzeże. Trafiając w opuszczone zaułki, przypomniałem sobie po prostu wywiad z podróżnikiem Markiem Kosbergiem, który mówił:

Myślę, że podróżnik musi zrozumieć, że w podróży nie wszystko jest ładne. Czasami może być niewygodnie i w drodze pojawią się nieprzewidziane problemy, ale to jest OK! Można z tego czerpać naukę i to bywa zabawne, a potem masz przynajmniej historię do opowiedzenia rodzinie i przyjaciołom. Myślę, że ciekawość jest najważniejszym elementem udanego wyjazdu, to dzięki niej możesz poczuć prawdziwe zdumienie. W dzisiejszych czasach zdolność jego przeżywania została utracona przez to, że jesteśmy nieustannie online. Zostaw swój telefon, chodź po ulicach i zgub się – to moja rada.

Wszyscy mamy do tego tendencje. Szukamy ładnych miejsc, chcemy spędzić czas w wygodzie i jeść same pyszne potrawy popijając je doskonałym winem. Nie ma w tym nic złego. Na dłuższą metę brak różnorodności staje się jednak nie tylko nudny, ale też wypacza obraz świata, w którym żyjemy.

Mam zresztą wrażenie, że podróżowanie stało się dziś w dużej mierze jednym z wielu elementów życia konsumpcyjnego. A celem konsumpcji jest przecież dostarczenie sobie łatwej przyjemności. Gdy okazuje się, że widok z hotelu jest marny, ulice miasta, do którego trafiliśmy zaśmiecone, a autobus nie ma klimatyzacji – przestaje nam się podobać.

Tylko, czy rzeczywiście wyjeżdżamy z domu po to, by wszystko zawsze się nam podobało?

To trochę tak, jakbyśmy w restauracji z menu wybierali tylko deser. A świat zazwyczaj potrafi nas zaskoczyć. Gdy pokaże nam mniej atrakcyjne oblicze, za chwilę podrzuci jakiś zachwycający obraz. Na przykład konia pasącego się pośród letnich kwiatów na łące tuż obok rudery, która wcześniej budziła nasz niesmak.

Chodząc więc sobie po tych bułgarskich zaułkach pomyślałem, że lubię niedoskonałości. Chropowatość, inne kształty, własny pomysł na siebie (lub jego całkowity brak), nawet kicz. Nie jestem piewcą brzydoty i upadku, ale niedoskonałości, przemijanie, destrukcja są przecież nieusuwalną częścią naszego świata. Czemu mielibyśmy ich nie dostrzegać?

No i, jak pisze nasza dziennikarka, Anna Janowska, w recenzji książki o malarzu Edwardzie Hopperze:

To też opowieść o tym, że nie wystarczy być tam gdzie jest pięknie, by być szczęśliwym. Prawda stara jak świat, ale goniąc wciąż za pięknem, łatwo o niej zapomnieć.

Wygląda na to, że nawet tam, gdzie jest brzydko można być przez chwilę szczęśliwym.

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.