Jak spędzić dzień w wiejskim barze. Listy ze Słowenii #27

5 min. czytania
puste stoliki w pubie

W słoweńskich wioskach życie społeczne toczy się w barach. To najlepsze miejsce, by poznać lokalne życie, zwyczaje i kuchnię

Fot. Nikola Jovanovic

Erik z maską pod brodą stoi oparty przy wysokim stoliku barowym. Popija wodę. Jest zmęczony, a pogoda mu nie pomaga. Ostre śródziemnomorskie słońce schowało się gdzieś za budynkiem, ale minie jeszcze kilka godzin zanim upał zelżeje. Erik korzysta z chwili spokoju. W jego wiejskim barze są zajęte ledwie dwa stoliki i miną jeszcze dwie godziny zanim ojcowie odbierający dzieci ze szkoły i przedszkola zrobią sobie przerwę w drodze do domów. Erik otworzył lokal miesiąc przed początkiem pierwszej fali pandemii SARS-CoV-2. Przez długi czas bar był zamknięty. Na szczęście obecnie nie może narzekać na brak klientów.

Dzień w wiejskim barze zaczyna się o ósmej. Zaraz po otwarciu przychodzą emeryci, żeby wymienić wiadomości przy kawie i winie.

Stoliki powoli zapełniają się gośćmi. Erik przyjmuje zamówienia, podaje napoje i zamienia kilka zdań z klientami. Poranek jest dla niego najprzyjemniejszą częścią dnia. Ludzi nie jest zbyt dużo.

Kiedy słońce wędruje wyżej, podnosi się temperatura. Także w barze zaczynają się godziny szczytu. Parking zapełnia się samochodami. Czas lunchu to dla właścicieli barów i bistro dwie godziny żniw.

Lunch, czyli po słoweńsku “malica”, jest obok przerwy na kawę świętym czasem pracownika. Jego chwilą wytchnienia, a zakładowa kantyna lub wiejski bar oazą spokoju. Przerwa jest w Słowenii, w przeciwieństwie do sąsiednich Włoch czy Austrii, wliczona w czas pracy. Mało tego, prawo zobowiązuje pracodawcę do zapewnienia pracownikom ciepłego posiłku. Większe zakłady mają kantyny, mniejsze firmy z kolei muszą wypłacać pracownikom dodatek do pensji w wysokości 4-6 euro za każdy dzień pracy. Pracownicy chętnie okupują więc lokalne bary i gospody (sł. “gostilna”), gdzie w godzinach 10-13 jest specjalna oferta “malic”.

W naszym wiejskim barze o sympatycznej nazwie “Padelca” (pl. “Patelnia”) codziennie są do wyboru dwa dania w cenie 4,5 euro oraz 6 euro. W pierwszym przypadku jest to najczęściej tradycyjna potrawa jednogarnkowa, np: jota, flaczki, gulasz, mineštra. W drugim dostaniemy zupę, drugie danie oraz deser.

Słoweńskie lunche to najlepszy i jednocześnie najtańszy sposób, żeby poznać lokalną i sezonową kuchnię tego kraju.

W “Padelcy” często są w ofercie makarony i risotto z owocami morza i rybami. W górach i Lublanie częściej można trafić na wieprzowinę i wołowinę. „Malice” oferuje większość lokali. Są to bary (sł. bar), bistra (sł. okrepčevalnica) oraz gospody i pizzerie (sł. gostilna, picerija, ošterija).

W sąsiedniej wsi właściciel fabryki automatów do gier hazardowych zdecydował się na inne rozwiązanie. Zamiast wypłacać pracownikom dodatek, zorganizował kantynę w nowej hali produkcyjnej. “Zakładowa stołówka” została jednak zaprojektowana i wykonana na bardzo wysokim poziomie, z tarasem tuż nad niewielkim stawem. Oprócz oferty “malic” dla pracowników fabryki i innych gości, w lokalu działa też restauracja i winebar z ofertą słoweńskich win. Lokal stał się szybko modnym miejscem spotkań nie tylko mieszkańców gminy, ale także Nowej Gorycji. Lokalni przedsiębiorcy z kolei zaczęli zapraszać do niego swoich zagranicznych kontrahentów.

W naszym barze po trzynastej kończy się czas wydawania “malicy”. Erik z maską pod brodą popija wodę oparty o wysoki stolik na tarasie lokalu. To dla niego chwila wytchnienia. Kiedy ludzie wrócą z pracy, znów będzie miał więcej roboty. Wieczorem po raz kolejny emeryci okupują stoliki, sącząc wino lub piwo. Erik planuje kolejny dzień w barze będącym centrum społecznego życia naszej wioski.

Damian Buraczewski

Ze Słowenią związany od 2011 roku. Prowadzi blog SlovVine.com wybrany Winiarskim Blogiem Roku 2019 magazynu Czas Wina. Jego teksty o Słowenii ukazały się na łamach Tygodnika Powszechnego, Tygodnika Przegląd i Czasu Wina.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.