Czy to koniec prawdziwego tapas?

6 min. czytania

Bierzesz rachunek i odkrywasz, że hiszpański świat zmienił się bezpowrotnie. Tapas stało się turystycznym hitem!

Wylądowałem właśnie w Warszawie po ponad dwutygodniowym pobycie na Majorce. Ostatni raz w Hiszpanii byłem zimą 2019 roku i okazało się, że od tego czasu ceny w barach poszybowały mocno w górę. Samo w sobie nie jest to specjalnym zaskoczeniem (nie tylko Polska boryka się z inflacją), zaskakująca jest jednak zmiana, jaka dokonała się wokół hiszpańskiego symbolu – czyli tapas.

Nie wiem, jak wygląda to dziś w Hiszpanii kontynentalnej, ale na Balearach drobne przekąski sprzedawane są w cenie dań głównych. Co oznacza, że jeżeli znajdziecie je za 7 euro, możecie uznać się za szczęściarzy. Standardem są ceny sięgające 15 euro, a gdzieniegdzie bywa, że i przebijają 20 euro.

Niezależnie od zasobów naszego konta czy portfela, to szokujące sumy. Nie chodzi bowiem o samą wartość, ale o zachwianie hiszpańskim etosem.

Tapas zawsze było w tym kraju dostępne dla każdego. Jeszcze dekadę temu często podawano je za darmo, jako dodatek do alkoholu. Urok tych drobnych smakołyków krył się w nonszalancji, z jaką je serwowano oraz w ich zupełnie niezobowiązującym charakterze.

Słynne tapas tours polegają przecież na wieczornej wędrówce z przyjaciółmi od baru do baru i wypijaniu w każdym z nich po kieliszku wina i szybkim chapsnięciu tapas. Może to być nawet plasterek owczego sera i kilka oliwek. Przy obecnych cenach cała ta zabawa zaczyna być jednak stresująca. Zamiast swobodnego wypadu do kilku ulubionych miejsc, eskapada zamienia się w ekskluzywne wyjście sponsorowane przez zwiększony limit na karcie kredytowej.

A przecież wieczorne biesiadowanie jest wpisane w DNA Hiszpanów. Podobnie jak wychylenie kilku espresso w ciągu dnia jest częścią DNA Włochów.

Gdyby we Włoszech cena za kawę poszybowała tak, jak na Majorce za tapas, włoski świat rozsypałby się na kawałki. Jakim cudem więc w Hiszpanii jest to możliwe?

Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Znam Hiszpanię dość dobrze, spędziłem w niej sporo miesięcy i pewne rzeczy zdawały się tu niezmienne. A jednak!

Mam jednak pewne przypuszczenia, choć nie mogę przedstawić żadnych twardych dowodów. Hiszpania kojarzy się dziś światu nie tylko z plażami i słońcem, ale też sangrią, paellą i właśnie z tapas. Inaczej mówiąc, być może drobne przekąski wpadły w tryb czysto komercyjny. Stały się towarem serwowanym bardziej z myślą o turystach niż o miejscowych. A w każdym razie może tak być w miejscach obleganych przez przyjezdnych.

Turyści – całkiem zresztą świadomie – są skłonni wydać więcej. Przyjeżdżając do Hiszpanii, chcemy przecież spróbować wszystkich lokalnych smaków i atrakcji. A skoro tapas stało się jednym z „must eat”, to płacimy za nie bez mrugnięcia okiem. Jest popyt, to i ceny rosną. To podstawowa zasada ekonomii.

Od podliczania rachunków istotniejsze wydaje się więc to, że kolejny element świata został zawłaszczony przez masowy ruch, a przez to zmodyfikowany i w końcu wypaczony.

Efektem takiego stanu rzeczy jest, prędzej czy później, spadek jakości. Jeżeli nie wierzycie, spróbujcie w Hiszpanii, w bardziej turystycznych miejscach, dostać dobrą paellę. Nie jest to zupełnie niemożliwe, ale wymaga ogromnego szczęścia (lub uporu). Czy tapas zmierzają tą samą drogą?

Dobrą wiadomością jest to, że jeżeli nawet tak, to mimo że są już drogie, wciąż jeszcze są smaczne. Aby się o tym przekonać, wybierzcie się w Palmie do hali targowej Mercado del l’Olivar (niedaleko Plaça d’Espanya ). Zaraz po wejściu kierujcie się prosto do działu barowego. „El Cocedero”, na prawo od sushi, ma zaledwie kilka stolików, ale można też zjeść na stojąco. Zaplanujcie tam lunch, a nie wieczorne podjadanie, bo hala działa tylko w dzień. Największy ruch jest koło południa.

Kieliszek wina albariño, a do niego boquerones (saredele) w sosie vinegret. Krewetki z czosnkiem smażone w oliwie, pincho ensaladilla, sałatka z ośmiornicy, papryczki padron… Wspaniała obsługa, a ceny nie przekraczają 10 euro za porcję. I gwarantuję, że te smaki będą śnić się Wam po nocach.

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.