„Father Mother Sister Brother”: recenzja

17 stycznia, 2026
przeczytasz w mniej niż 5 min.
Father Mother Sister Brother recenzja

Jarmuschowi udało się niezwykle prostymi środkami uchwycić istotę rodzinnych relacji

Najnowszy film Jima Jarmuscha, choć przyniósł mu Złotego Lwa na festiwalu w Wenecji, skrojony jest pod widza, o którego dziś coraz trudniej. Niespieszne, niemal medytacyjne dzieło dla osób przyzwyczajonych do wyrazistych scenariuszy wszechobecnych dziś seriali, zanurzonych w niegasnącej fali bodźców, tak typowej dla cyfrowego świata może wydać się nieznośnie nudny. Jarmusch tworzy jednak filmy przede wszystkim dla własnej przyjemności i dla siebie samego. Oraz dla jemu podobnych. A więc ludzi, którzy wciąż potrafią znaleźć satysfakcję w zanurzeniu się w pełnej ironii, poprowadzonej leniwie, pełnej szczegółów opowieści. To nie jest kino pełne brawury, ale życzliwe, choć nie pozabawione lekkiej kpiny spojrzenie na ludzi tkwiących w rodzinnym zakłamaniu.

Reżyser, wracając po latach do sprawdzonego przez siebie sposobu opowiadania, podzielił Father Mother Sister Brother na trzy odrębne nowele. Pierwsza dzieje się w Stanach Zjednoczonych, druga w Irlandii, ostatnia w Paryżu. Dwie pierwsze rozpisane są w podobny sposób. To opowieść o dorosłych już dzieciach spotykających się z rodzicami (rolę ojca, w pierwszej noweli gra doskonały Tom Waits, w matkę w drugiej opowieści wcieliła się Charlotte Rampling). Trzecia historia zmienia tonację. Jest o spotkaniu bliźniaczego rodzeństwa, które przemierza Paryż, by uprzątnąć mieszkanie tragicznie zmarłych rodziców.

Recenzja filmu Father Mother Sister Brother

Spotkania dzieci z ojcem czy matką łączy daleko idące poczucie zażenowania, obcości i niezręczności. Krótkie wizyty, którym się przyglądamy, zmieniają się w nieznośnie się ciągnący, wypełniony zdawkowymi uprzejmościami dramat nieporadności i obcości. Tych ludzi nie za wiele już łączy, poza zupełnie pustym faktem, że kiedyś tworzyli rodzinę. Dziś, zajęci własnym życiem i zamknięci w bańce swoich ograniczeń i niedomagań, nie potrafią się już odnaleźć w sytuacji, gdy zmuszeni konwenansami muszą spędzić razem kilka godzin. Jałowe rozmowy o niczym, próby udawania zainteresowania, krępujące chwile ciszy. Jarmusch serwuje nam ten obraz w skali niemal 1:1. Przez to sami, niczym bohaterowie uwięzieni przy stole bądź na designerskiej kanapie, zaczynamy w zniecierpliwieniu i zażenowaniu kręcić się na kinowym fotelu.

Father Mother Sister Brother, recenzja

Amerykański reżyser stworzył film, który chwilami jest nudny, męczący i wydawałoby się, zmierzający donikąd. I zrobił to całkowicie świadomie, wymuszając na widzu odczuwanie niemal tych samych uczuć i emocji, które nękają jego bohaterów. To ryzykowny manewr, Jim Jarmusch nigdy jednak nie dbał o to, co pomyślą o jego dziełach odbiorcy. Jak wyjaśniał w którymś z wywiadów, „gdyby moje filmy podobały się niemal wszystkim, zacząłbym się niepokoić”. Tworzy dzieła, które sam uzna za interesujące, odpowiadając za niemal wszystkie warstwy filmu (w najnowszym jest to nawet muzyka). Przyznawał też:

„Prawda jest taka, że w tym filmie nie ma wielu niezbędnych w kinie rzeczy: nie ma akcji, dramatu, seksu, nagości ani przemocy”.

Father Mother Sister Brother – filmowa impresja

W ogołoconym do minimum krajobrazie, pozostaje to, co najistotniejsze. Opowieść tocząca się między wierszami, zaklęta w drobnych gestach i pauzach, podana w oszczędnych dialogach. Mimo ironicznego spojrzenia, Jarmusch unika oceniania. Nie robi rodzinnej wiwisekcji, nie szuka winnych, nie podbija dramatyzmu. Przedstawia rodzinne relacje jako życie pełne paradoksów. Takie, jakie zadziwiająco często potrafi ono być. Przygląda mu się nie szczędząc humoru, ale też ze sporą dawką czułości. Najmocniej da się to odczuć w ostatniej etiudzie filmu, wyswobodzonej z nieporadności konwenansów, dużo cieplejszej i chyba najlepszej z wszystkich trzech. Jej bohaterowie – zżyta, choć niemająca na co dzień ze sobą kontaktu para bliźniaków – czuje się, dla odmiany, w swoim towarzystwie doskonale. Musi jednak zmierzyć się z faktem, że ich niekonwencjonalni rodzice niekoniecznie byli tacy, jak się im wydawało. To opowieść o tym, że można znać się od lat, ale wciąż niewiele o sobie wiedzieć.

Father Mother Sister Brother, będąc historią o rodzinnych relacjach jest filmem niezwykle uniwersalnym, w którym niemal każdy z nas może się w jakimś stopniu odnaleźć. Mówi o doświadczeniach wspólnych dla wszystkich. Ale jest też subtelną opowieścią o przemijaniu, utraconym czasie, znudzeniu, żalach i nostalgii za tym, co już nigdy nie wróci. A więc także o miłości, która potrafi przybrać najbardziej zaskakującą formę. Ta historia ma nam pozwolić oswoić się ze świadomością, że poczucie braku oraz niezrozumienia jest nieodłącznym elementem naszej codzienności. Bez nich nasze życia byłyby w jakiś sposób niepełne.


Father Mother Sister Brother / reż. Jim Jarmusch, w kinach od 16 stycznia.

Travel Magazine

Travel Magazine

Travel Magazine to kreatywny i kulturalny magazyn o świecie. Podróżowanie jest jedną z form opowiadania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

O nas

Podróżowanie jest jedną z form opowiadania o świecie - sposobem na łączenie kultur i osób. Chcemy zapewnić Czytelnikom nowe spojrzenie, zachęcając do wolniejszej i bardziej uważnej podróży.

Najnowsze wywiady

Newsletter

Aktualności, inspiracje, porady.

Liczba tygodnia

To też ciekawe