Hatta. Ukryte serce Dubaju

Początek

Gdy docierasz pod granicę z Omanem przepych Dubaju staje się już tylko wspomnieniem. Poznaj mniej znane oblicze dubajskiego emiratu

Gdy nachylam się nad drewnianą ramką, otacza mnie szum wirujących w powietrzu skrzydełek. Nie jest głośny, gdyż większość pszczół, uspokojona dymem, wędruje po ramce, którą trzymam w dłoniach. Szukamy królowej.

Jest znacznie większa od pozostałych pszczół – mówi moja przewodniczka. – Dziennie składa od 1200 do 1500 jaj i to na jej barkach spoczywa przetrwanie całego roju.

Przesuwam wzrokiem po falującej masie kłębiących się owadów, próbując wyłapać tego największego. Tu go nie ma. Sięgam do ula po kolejną ramkę. Za ochraniającą twarz siatką widzę punkciki pszczół, które poddenerwowane wzbijają się w powietrze i krążą wokół mojej głowy. W końcu dostrzegam matkę. Jest nie tylko znacznie większa, ale ma też jaśniejszy kolor tułowia, wpadający miejscami w rdzawo-pomarańczowy odcień. Nigdy wcześniej nie widziałem królowej pszczół. Jest w tym coś zabawnego, że aby ją zobaczyć musiałem odbyć niemal sześciogodzinny lot do Dubaju. A później przez ponad godzinę jechać ku granicy z Omanem, do podnóża gór, nieopodal wioski Hatta.

Mówiąc krótko, jeżeli masz dobre królowe, masz też dobry miód – śmieje się przewodniczka.

Od 2018 roku Hatta stała się pszczelarskim centrum. Powstała tu pierwsza na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej inicjatywa, której celem jest ochrona pszczół miodnych / fot. materiały prasowe

Hatta. Królestwo pszczół

Centrum Ogrodnicze Hatta Honeybee działa od 2018 roku. To pierwsza na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej inicjatywa mająca za zadanie chronić pszczoły miodne. Na ponad 16 tys. m kw. rezerwatu ulokowano blisko trzysta uli. Hatta Honey posiada ich ponad 4 tysiące, ale pozostałe rozsiane są po całych Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Podstawową zasadą jest to, że tutejsze pszczelarstwo ma być w pełni ekologiczne.

Czuję, jak strużka potu spływa mi po kręgosłupie. Mimo jesieni powietrze rozgrzane jest do czterdziestu stopni Celsjusza, a ochronny strój pszczelarza okazuje się niespecjalnie przewiewny. Latem termometry pokazują tu i pięćdziesiąt stopni. Czy ten pustynny piec rzeczywiście jest odpowiednim miejscem na pszczelarstwo?

Okazuje się, że surowy górski teren oferuje owadom całkiem sporo. Rosną tu akacje (przez Arabów nazywane samurem), wiecznie zielone głożyny (sidr) oraz uznane za drzewo narodowe ZEA jadłoszyny popielate (ich arabska nazwa to ghaf). Miód z kwiatów tych pierwszych ma właściwości antybakteryjne, głożynowy słynie z wysokiej zawartości żelaza, potasu i magnezu. Kwiaty jadłoszyny dają miód bogaty w białko.

Wysokie temperatury mogą być jednak dla pszczół problemem, a zarządzający Hatta Honeybee z niepokojem patrzą na postępujące zmiany klimatyczne. Lokowanie uli w cieniu i bliskość zraszaczy wody mogą już nie wystarczyć. Obecnie pracownicy Ogrodu prowadzą więc badania, których celem jest modyfikacja genów u pszczelich królowych. Ma to pomóc owadom przetrwać ekstremalne upały.

Z daleka od Dubaju

Pszczeli ogród jest jednak tylko jednym z przejawów zmian, którym podlega Hatta. Górski region i niewielka wioska, od której wziął nazwę, jest dubajską eksklawą i zarządza nią emir Dubaju. Niegdyś ziemie te należały do Omanu, do Dubaju trafiły około 1850 roku. Dziś, wolą emira, mają stać się atrakcją turystyczną, ale zupełnie odmienną niż miasto Dubaj. Hatta, oddalona od metropolii o dobre sto trzydzieści kilometrów, ma być metaforycznym powrotem do korzeni. Kulturowym centrum pozwalającym poznać dziedzictwo nomadycznych ludów zamieszkujących kiedyś te ziemie. Jak na ZEA przystało, w projekt pompowane są solidne pieniądze, więc mimo pewnych potknięć, miejsce nieustannie się rozwija.

Głównym atutem Hatty nie są jednak wzorowane na hollywoodzkich litery ustawione na zboczu góry (ich blisko dwudziestometrowa wysokość pozwoliła napisowi zawędrować do Księgi Rekordów Guinessa), ani nawet przyprawiający o zawrót głowy park rozrywki. Ogrom oferowanych w nim atrakcji – strzelanie z łuku, rzucanie toporkiem, zjeżdżalnie wodne, tyrolki, quady, ścianki wspinaczkowe, paralotnie i dziesiątki innych – może sprawić, że miłośnicy aktywności poczują się jak w trakcie klęski urodzaju. Najcenniejsza jest jednak przestrzeń wokół, w którą można wciąć się idąc na wielogodzinną wędrówkę wytyczanymi sukcesywnie trasami trekkingowymi lub wybierając się na szlak dla rowerów MTB.

Hatta. Dla aktywnych

Już sama podróż z Dubaju do Hatty pozwala poczuć się, jakby było się uczestnikiem lotu pomiędzy dwoma światami. Gdy rano ruszyliśmy gładką asfaltową drogą, rozedrgane energią, hipernowoczesne miasto z każdą minutą znikało za naszymi plecami, by po dwóch kwadransach zostać jedynie wspomnieniem przysypanym wydmami pustyni.

Wystarczy opuścić na chwilę Dubaj, by poczuć, jak zadziwiającym jest on tworem. Efemerycznym centrum wszechświata wzniesionym w miejscu, w którym jeszcze pół wieku temu niemal nic nie było. Imponująca technologia, zaprzęgnięta do uczynienia z miasta światowego klejnotu nowoczesności, rozpływa się kilkadziesiąt minut po minięciu ostatnich zabudowań. Miasto kończy się niemal w jednym punkcie, jakby ktoś odciął je nożem. Cały jego przepych zostaje wymazany przez piasek przesuwany wiatrem po pustyni od tysięcy lat. Po pół godzinie podróży Dubaj zaczął wydawać mi się nierzeczywistym wspomnieniem jakichś odległych chwil.

Gdy zbliżyliśmy się do granicy z Omanem, pustynne wydmy zmieniły się w brązowe bloki skalne i stosy kamieni. Aż w końcu wyrosły przed nami poszarpane szczyty nagich gór Al-Hajar. Oto Hatta. Ukryte serce Dubaju.

Hatta, Dubaj, Zjednoczone Emiraty Arabskie
Pośród gór Al-Hajar rozlewają się turkusowe wody kilku jezior / fot. materiały prasowe

To miejsce było zamieszkane dwa, może nawet trzy tysiące lat temu. Archeolodzy znaleźli tu pozostałości starożytnych grobów oraz malowidła naskalne. Strategiczne położenie regionu skusiło przywódców islamskich do założenia osady, tędy przebiegał też szlak handlowy. Hattę wspominał w swoich dziełach Abu Al-Ala Al-Ma’ari, urodzony w 973 roku jeden z najwybitniejszych poetów arabskich. W porównaniu z Dubajem to miejsce zdaje się być niemal wieczne.

Zwolnij. Odpocznij

Nić wiążąca z przeszłością przyciąga do Hatty zamożnych mieszkańców miasta, którzy latem korzystają tu z cienia i uciekają przed zgiełkiem metropolii. Coraz częściej pojawiają się też turyści. Dla przyjezdnych zorganizowano kemping, acz większość z nich nad rozbijanie obozowiska preferuje wygodne metalowe przyczepy rodem z amerykańskich filmów, luksusowe bungalowy lub namioty glampingowe, z których jednak, mimo pełnego wyposażenia, trudno pozbyć się zapachu rozgrzanego od słońca tworzywa sztucznego.

Te wygody są jednak tylko miłym dodatkiem. Hatta potrafi wciągnąć, budząc dawno otępiałe zmysły. Kilkadziesiąt kilometrów górskich ścieżek pozwoli poczuć ścięgnom nóg ciepło buzującej krwi. Wrodzona nam umiejętność orientacji w terenie ma tu szansę obudzić się i pozwolić na nowo rejestrować każdą zmianę otoczenia, a wzrok, zwykle skupiony na świecącym ekranie, może wreszcie sunąć po turkusowej tafli sztucznego jeziora Hatta, sięgając po sam kraniec horyzontu.

Gdy przysiadam na moment na tarasie oczekującej jeszcze na gości przyczepy mieszkalnej, myślę o tym, jak ciemne musi tu być wieczorem niebo wolne od blasku cywilizacyjnych świateł. I jak nisko musi się zwieszać nad głowami, gdy znajdzie się wreszcie czas, by siąść z kimś na wygodnych fotelach i po prostu patrzeć w górę.

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

To też ciekawe