Jak poznać tradycyjną kuchnię i wypić dużo wina. Listy ze Słowenii #33

5 min. czytania

Nasz dziennikarz zdradza najlepsze miejsca, w których można poznać Słoweńców i ich kuchnię

Moja wieś na słoweńsko-włoskim pograniczu jest oazą spokoju. A nawet nudy. Przez środek wioski prowadzi asfaltowa droga, ale przyjezdni korzystają z obwodnicy w dolinie. Nie ma tu żadnych interesujących zabytków, nawet pozostałości średniowiecznego zamku zostały zabudowane i służą teraz jako szkoła podstawowa. Poza sąsiadami nikt się właściwie tu nie kręci. Jest pusto.

Do czasu.

Od piątku wszystko się zmieniło i teraz wioska przypomina parking przed Ikeą w sobotnie przedpołudnie. Samochody z włoskimi i słoweńskimi rejestracjami pozostawione są wzdłuż drogi, blokując wjazdy na posesje i zabierając miejsca mieszkańcom.

Widząc je, zastanawiałem się czym nasza miejscowość zasłużyła sobie na nagłą atencję gości z całej Słowenii i z zagranicy. Wszystko wyjaśniło się, kiedy minąłem dom z zawieszoną nad wejściem dębową deską z namalowanym czarną farbą napisem „Pri Mimici”. Ludowa muzyka dochodząca z podwórza była jasnym sygnałem, że po pandemicznej półtorarocznej przerwie na wieś wróciła „ósemka” (sł. osmica).

Osmica jest starym zwyczajem na słoweńsko-włoskim pograniczu. Wbrew temu co można przeczytać w Wikipedii, „osmice” spotykamy także poza płaskowyżem Kras. W Słowenii organizuje się je na obszarze Przymorza (sł. Primorje), obejmującym Kras, Istrię, Dolinę Vipavy oraz Wzgórza Gorycjańskie (sł. Goriška brda, wł. Collio).

Osmica oznacza jedno: niczym nieskrępowaną zabawę.

Nasz słoweński korespondent rozmawia z jednym z organizatorów osmicy.

Wszystko zaczęło się za panowania Karola Wielkiego (768 r. – 814 r.). Wówczas cesarz zezwolił chłopom na bezpośrednią sprzedaż nadwyżek wina własnej produkcji. Dyspensa była czasowa, a gospodarz prowadzący taką „promocję” musiał oznaczyć miejsce sprzedaży wiązanką z gałązek bluszczu. Przywilej prawnym dekretem potwierdził także cesarz Józef II w 1784 roku. Zezwolił on rolnikom na nieopodatkowaną sprzedaż domowego wina przez osiem dni w roku. Stąd wzięła się słoweńska nazwa „osmica”.

W socjalistycznej Jugosławii organizowania osmic zabroniono. Jednak zwyczaj przetrwał po włoskiej stronie granicy, by odrodzić się na terenie Primorja po uzyskaniu przez Słowenię niepodległości.

Obecnie prawo zezwala rolnikom na sprzedaż wina i innych domowych wyrobów dwa razy w roku przez dziesięć dni.

O terminie osmicy gospodarze decydują według własnych upodobań. By trafić na imprezę, wystarczy szukać wiązek z gałęzi bluszczu, jumbo plakatów o skromnym designie, zajętych miejsc parkingowych i nasłuchiwać dźwięków ludowej muzyki.

Osmica jest najlepszym sposobem na poznanie lokalnej kuchni i wina. Wino jest domowe i bezpretensjonalne. Zapomnijcie o etykietach i apelacjach. Wybór ograniczony do minimum: białe lub czerwone. Często leje się je do szklanek, w najlepszym wypadku do kieliszków z grubego szkła. A z jedzenia: domowe sery i wędliny, tradycyjne zupy, kiełbasa oraz sztrukle.

Przedpołudniem osmica przypomina zwykłą wiejską gospodę, gdzie można zjeść przyzwoitą „malicę”. Ale wieczorem lokal zmienia się w biesiadę z muzyką na żywo. Wówczas dzieje się magia: ludzie, którzy często widzą się pierwszy raz w życiu, śpiewają wspólnie stare ludowe pieśni, świat poza gospodą przestaje istnieć i pozostaje jedynie przeżywana właśnie chwila. No i kolejny dzbanek wina.

Damian Buraczewski

Ze Słowenią związany od 2011 roku. Prowadzi blog SlovVine.com wybrany Winiarskim Blogiem Roku 2019 magazynu Czas Wina. Jego teksty o Słowenii ukazały się na łamach Tygodnika Powszechnego, Tygodnika Przegląd i Czasu Wina.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.