Jak ukraść krajobraz. Listy ze Słowenii #55

przeczytasz w mniej niż 2 min.

Kradzież krajobrazu nie jest powszechnym przestępstwem, ale właśnie to przydarzyło się Słowenii. Parokrotnie zresztą

fot. VisitSlovenia

Ofiarą był widok, który chyba najlepiej oddaje charakter kraju. Nie chodzi mi bynajmniej o Triglav, najwyższy szczyt Alp Julijskich, który znajduje się w państwowym herbie, panoramę jeziora Bled z uroczym kościółkiem na wyspie, czy średniowieczny Piran na tle lazurowych wód Adriatyku. Moim zdaniem najbardziej słoweński krajobraz znajduje się w niewielkiej styryjskiej miejscowości Svičina. Żeby go zobaczyć, należy wdrapać się na jedno ze wzgórz tuż przy granicy z Austrią. Oczom ukazuje się sielski krajobraz zielonych wzgórz w oddali i winnic na pierwszym planie. Morze zieleni urozmaicają jedynie dwa pomarańczowe dachy wiejskich chałup. Uważny podróżnik zauważy coś jeszcze. Droga układa się w kształt serca. Jest to jedyne takie miejsce na świecie.

Serce stało się już kilkakrotnie ofiarą kradzieży. Najczęściej widok „pożyczali” Austriacy, by reklamować nim własne winnice, winiarze z Alzacji też jednak nie są tu bez winy.

W przypadku Francuzów kradzież była bardziej zuchwała. Serce w winnicy zostało bowiem „podrasowane” i wklejone w alzacki krajobraz. Budynki zostały zastąpione przez białe domki, charakterystyczne dla Alzacji. Fotomontaż nie był zresztą zbyt udany, ale to widocznie nie przeszkadzało Francuzom, żeby go użyć w promocji.

Naturalnie, na gniewną reakcję Słoweńców nie trzeba było długo czekać. Tak się składa, że krajobraz i jego ochrona są czułym punktem każdego obywatela, bez względu na różnice polityczne. Słoweńcy są bowiem mistrzami w narzekaniu na wszystko dookoła, ale wyjątek stanowi piękno krajobrazu. W tym temacie wszyscy mieszkańcy czują dumę i ciężko się im dziwić.

W Słowenii znajdziemy wysokie góry, gęste lasy, urokliwe winnice, lazurowe rzeki i wody Adriatyku. Co więcej, ludzkie osiedla nie niszczą krajobrazu, a stanowią jego dopełnienie. Czyste ulice, wysprzątane ogródki i morze kwiatów wylewające się niemal z każdego okna szybko zwracają uwagę turystów. Latem kwiaty ozdabiają nie tylko ogrody, okna i balkony. W naszej wsi ktoś nawet udekorował doniczkami niewielki mostek. Pomimo upałów rośliny pięknie kwitną, co oznacza, że są starannie pielęgnowane. Ten wewnętrzny pęd ku dekoracji przestrzeni wspólnej jest godny podziwu, ale jest jeszcze jeden czynnik, który powoduje, że słoweński krajobraz urzeka przyjezdnych.

Uważny turysta szybko zauważy, że słoweńskie miejscowości nie są zaśmiecone tablicami reklamowymi i pstrokatymi szyldami.

Informacje o firmach są zunifikowane według jednego wzoru i zazwyczaj są niewielkie. Mimo to, klienci zawsze potrafią je odnaleźć. Same miejscowości natomiast charakteryzują się podobnym stylem architektonicznym. Bardzo łatwo jest się zorientować o przybyciu do drugiego regionu, ponieważ zmienia się styl zabudowy. Jest to wymuszone przez lokalne przepisy, które dość szczegółowo opisują, jak budowane domy mogą wyglądać.

Podobnie działają przepisy urbanistyczne, choć jeszcze nie wszystkie gminy mają plan zagospodarowania przestrzennego. Pomimo tego w urbanistyce nie panuje chaos, ponieważ każda parcela ma jasno określoną funkcję. W Słowenii do budowy domu nie wystarczy działka budowlana. Musi się ona jeszcze znajdować na obszarze przeznaczonym do budownictwa mieszkaniowego. Dzięki temu fabryki i inne obiekty przemysłowe nie są powciskane między domy mieszkalne i odwrotnie.

To, co w Polsce byłoby uznane za uderzenie w „święte prawo własności”, w Słowenii jest więc ochoczo i niestrudzenie praktykowane. Efektem jest nie tylko rozwój turystyki, ale przede wszystkim wyższa jakość życia dla mieszkańców.

Napisz do autora tego tekstu: d.buraczewski@travelmagazine.pl

Damian Buraczewski

Ze Słowenią związany od 2011 roku. Prowadzi blog SlovVine.com wybrany Winiarskim Blogiem Roku 2019 magazynu Czas Wina. Jego teksty o Słowenii ukazały się na łamach Tygodnika Powszechnego, Tygodnika Przegląd i Czasu Wina.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.