Kilka chwil na balkonie

7 min. czytania
fotel stojący na balkonie

Obserwowanie latających jerzyków jest jak oglądanie całego świata. Pozwala dostrzec to, co na co dzień nam umyka

Wreszcie jest ciepło i na poranną kawę wychodzę na balkon. Jestem w moim rodzinnym domu w Sopocie i patrzę na świat z wysokości dwudziestu pięciu metrów – z dziesiątego piętra bloku, który powstał jeszcze za poprzedniego systemu.

W tym mieszkaniu zmieniło się wiele, nie ma tu już tych osób, które kiedyś były tu zawsze, ale niezmienny został widok na pełen zieleni las. Oraz na śmigające na wysokości oczu jaskółki i jerzyki. O tych drugich pisałem niemal rok temu i możecie tamten tekst przeczytać tutaj (dla zachęty dodam, że jest w nim trochę o seksie).

Gdy tak siedzę na balkonie, uświadamiam sobie, że do takich mikropikników musiałem dorosnąć. Kiedy w dzieciństwie tu mieszkałem, nie przychodziło mi do głowy, by siadać tu z jakimkolwiek napojem i gapić się na otoczenie. Być może pomysł taki wydawał mi się wtedy zbyt nudny. Wiedziony ciekawością zaczynam się nawet dopatrywać w tym jakichś głębszych sensów, ale po chwili dociera do mnie, że mając – powiedzmy osiem lat – nie wystawałem po prostu jeszcze głową nad barierkę i betonowy przód balkonu. Nic więc nie widziałem i równie dobrze mógłbym popijać sobie herbatkę siedząc w szafie.

Teraz już urosłem i z przyjemnością grzeję się w słońcu i patrzę na wszystko wokół. Chwilami jest mi na tym balkonie trochę ciasno, ale przecież nie zawsze musi być wygodnie.

W czerwcu dni są rozciągnięte do niemożliwych granic. Wieczory długie, dające złudną nadzieję, że noc może nie istnieć.

Już o czwartej rano zaczynają hałasować pierwsze ptaki, a ostatnie piski jerzyków słyszę grubo po dwudziestej trzeciej. Świat dzienny zamiera zaledwie na chwilę, by zaraz wybuchnąć ze zdwojoną siłą. Z tej perspektywy pandemia – przecież jeszcze się tląca – wydaje się nierzeczywistością. Złym snem lub opowieścią z dalekich krain.

Popijając tak sobie tę kawę, słyszę nagle blisko wybuch ptasich pisków. Żaden ze mnie ornitolog, potrafię jednak rozpoznać, że to jazgot piskląt, którym rodzice przynieśli właśnie jedzenie. Sprawa wyjaśnia się zanim jeszcze biorę kolejny łyk. Z kratki wentylacyjnej na fasadzie budynku wychylają dwa jerzyki i mkną gdzieś przed siebie tymi swoimi ostrymi zakosami. Plastikowa kratka już dawno się zniszczyła i zamieniła w sekretne ptasie przejście na stropodach bloku. A tam idealna, ogromna przestrzeń, której nikt nie zakłóca. W rzeczywistości mam więc gniazdo jerzyków tuż nad głową. Kilka metrów od balkonu. Dorosłe ptaki z niesamowitą prędkością podlatują co kilkanaście minut do otworu wentylacyjnego i w nim znikają. Pisklęta zaczynają wtedy koncert, a chwilę później ptaki znów się pojawiają, przelatując przede mną dosłownie na wyciągnięcie ręki.

To, że jestem tuż obok w żaden sposób nie zmienia ich zachowania. Zapewne mnie widzą, ale moja obecność nie ma dla nich znaczenia. W jakimś sensie mnie unieważniają. Zwierzęta prowadzą obok nas równoległe życie. Zazwyczaj po prostu go nie dostrzegamy. My zajęci własnymi sprawami, one swoimi.

Zastanawiam się więc, jak wiele rzeczy nam na co dzień umyka. Skoro nie widzimy, że tuż obok zamieszkały jerzyki, tym bardziej nie dostrzegamy spraw mniejszych i mniej hałaśliwych. Ten cały bogaty świat jest tuż obok, ale póki się spieszymy, jest dla nas niedostępny.

Tego gniazda też bym nie zauważył, gdyby akurat nie kilka wolnych dni i pobyt w miejscu, w którym siłą rzeczy funkcjonuję trochę w innym trybie. Mam tu czas, by popijać kawę na balkonie. I się trochę rozglądać.

Chyba między innymi z tego powodu tak lubię podróżowanie. Będąc poza domem, jeżeli tylko uda się uniknąć pokusy pędzenia przed siebie w przymusie zwiedzania, jakoś łatwiej znaleźć czas na to, by nic nie robić. Wiele codziennych zwykłych czynności jest nam w trasie niedostępnych, zajmujemy się więc po prostu tym, co obok nas.

A świat wymaga przecież tylko jednego: zauważenia go.

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.