„Ktoś całkiem obcy” – recenzja

3 października, 2026
przeczytasz w mniej niż 4 min.

Poruszający film o próbach zachowania człowieczeństwa w najtrudniejszych momentach w życiu

Z filmami „słusznymi moralnie” jest ten problem, że trudno je rzetelnie oceniać. Samo zajęcie się przez twórców ważką tematyką wydaje się na tyle cenne, że często przymyka się oko na niedostatki warsztatowe lub artystyczne. Na szczęście nie dotyczy to filmu „Ktoś całkiem obcy”, który broni się sam w sobie.

Brandt Andersen postanowił przyjrzeć się kwestii migracji i związanych z nią ludzkich cierpień. Film, a w zasadzie jego początek, osadził w targanej wojną domową Syrii. W blisko dwugodzinnym dziele splata historie kilku osób, które los łączy podczas jednej nocy na Morzu Śródziemnym. Syryjska lekarka musi uciekać wraz z córką z Aleppo. Przemytnik próbuje ocalić syna. Żołnierz zmaga się z wyrzutami sumienia. Poeta poszukuje domu dla siebie i swojej rodziny. Kapitan greckiej straży przybrzeżnej walczy o uratowanie ludzi i mierzy się z własnymi demonami.

Uniwersalność opowieści jest jedną z największych sił tego filmu. Choć bohaterowie znajdują się w dramatycznych okolicznościach, ich motywacje są doskonale znajome wszystkim: chcą chronić dzieci, ocalić rodzinę, znaleźć bezpieczeństwo i zachować człowieczeństwo wtedy, gdy świat przestaje być przewidywalny.

Ktoś całkiem obcy, recenzja

Pięć historii w jednej

Andersen sprawnie prowadzi opowieść, potrafiąc przykuć uwagę widza i wzbudzić jego emocje. Przy tym zazwyczaj udaje mu się uniknąć ckliwości i banału, o które dość łatwo przy tego typu tematach. Być może pomagają w tym dobrze zarysowane postacie (a w każdym razie część z nich), rozdarte pomiędzy różnymi, często przeciwstawnymi motywacjami. 

Równocześnie jednak decyzja o opowiedzeniu historii pięciu różnych bohaterów, których los splata się dopiero pod koniec filmu, dość mocno szatkuje linię narracyjną. A to osłabia jej emocjonalny wpływ. Mniej więcej co dwadzieścia minut następuje zmiana perspektywy i przeniesienie uwagi z jednej postaci na drugą. Siłą rzeczy taka metoda opowiadania skutkuje uproszczeniem historii. Nie ma po prostu miejsca i czasu na to, by przedstawić ją w bardziej zniuansowany i dogłębny sposób. Chwilami „Ktoś całkiem obcy” staje się przez to zbyt schematyczny.

Ktoś całkiem obcy, recenzja. Film o wojnie w Syrii i migracji staje się uniwersalnym moralitetem o rodzinie i odwadze.

Dobrze zaplanowane opowieści

Twórcy robią jednak co mogą, by te szwy nie były rażące. Film jest dobrze zrobiony technicznie, większość ujęć poprowadzona kamerą z ręki, a montaż, choć dość klasyczny, dobrze równoważy długie i krótkie ujęcia. Przy tym każda z tych mini historii rozpisana jest w udany sposób, co pozwoliło nawet w tych nieco pospiesznych scenach zmieścić kontekst i pokazać drogę, którą muszą przebyć bohaterowie. Pod koniec opowieść zatacza ciekawą, zaskakującą pętlę, pokazując jedną z postaci w nowym położeniu. Ważne jest też to, że reżyser nie sili się na pocieszenia. Wymiar jego filmu jest w swojej istocie dość ponury.

Andersen unika kwestii politycznych, skupiając się na konkretnych osobach i ich tragediach, „Ktoś całkiem obcy” nie jest więc bezpośrednim oskarżeniem konkretnego systemu, ludzi czy państw. To uniwersalna historia o rodzinie, odpowiedzialności, odwadze i nadziei. I o tym, że w najbardziej dramatycznych sytuacjach człowiek może zostać zmuszony do przekroczenia własnych granic, a jeden gest może zdecydować o czyimś losie.


„Ktoś całkiem obcy”, reż. Brandt Andersen, w kinach od 4 września 2026

Travel Magazine

Travel Magazine

Travel Magazine to kreatywny i kulturalny magazyn o świecie. Podróżowanie jest jedną z form opowiadania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

To też ciekawe