Jak umówić się na kawę tylko we dwoje. Listy ze Słowenii #20

5 min. czytania

Słoweńcy mają nie tylko swój własny dzień zakochanych, ale nawet własny miłosny język

Śródziemnomorskie słońce zaczyna świecić mocniej. Dzień jest dłuższy i w moim karmniku pojawia się mniej chętnych na darmowe posiłki. Wcześniej wokół ziaren słonecznika skrzydlaci goście prowadzili bójki i utarczki. Teraz ostatni amatorzy niespiesznie łupią dziobem nasiona na pobliskim konarze brzozy. Ganiają się wśród koron drzew, zajmują strategiczne pozycje na najwyższych gałęziach i śpiewają. Trele zaczynają się już od rana. Zmienił się ich charakter. Wcześniej były to krótkie i żałosne dźwięki. Teraz to już prawdziwe poematy, przygotowania do ptasich ślubów.

Cały zglobalizowany świat, zgodnie z anglosaską tradycją, obchodzi dzień zakochanych 14 lutego. Słowenia, pomimo usilnych prób izb handlowych, wciąż się opiera walentynkom. Nie wynika to bynajmniej z oziębłości słoweńskich serduszek.

W Słowenii dzień zakochanych zawsze obchodziło się 12 marca. Tego dnia imieniny ma Gregor (Grzegorz), święto zaś nazywa się gregorjevo.

Według ludowej tradycji to dzień, kiedy ptaki biorą ślub. Przyroda przebudza się po zimowym śnie. Przychodzi wiosna. W dawnych czasach dzieci mogły w ogrodach i sadach znaleźć “pozostałości” z weselnego przyjęcia w postaci łakoci zawieszonych na gałęziach. Panny z kolei wpatrywały się w niebo. Jak mówił stary zwyczaj, przyszły mąż będzie taki, jak pierwszy spostrzeżony tego dnia ptak. Z obchodami święta gregorjevo wiąże się także puszczanie lamp na wodzie. Tradycja ta sięga jeszcze czasów przedchrześcijańskich. Była obchodzona w czasie równonocy wiosennej, która według juliańskiego kalendarza wypadała w dzień św. Grzegorza. Wraz z reformą kalendarza, święto przesunęło się na wcześniejszy czas. Tak czy inaczej, do dziś gregorjevo kojarzone jest z dniem zakochanych. Ku utrapieniu handlowców nigdy nie zyskało jednak takiego komercjalnego znaczenia jak walentynki.

Tymczasem Słoweńska Izba Turystyczna bardzo mocno promuje kraj wykorzystując tematy miłosne. W końcu to jedyne państwo na świecie, które zawiera słowo “love” w swojej nazwie (ang. Slovenia, sł. Slovenija). Ale jest jeszcze coś, co sprawia, że Słowenia jest wyjątkowa dla zakochanych. To liczba podwójna.

W języku słoweńskim oprócz liczby pojedynczej oraz mnogiej używa się liczby podwójnej (sł. dvojina). Dla zakochanych jest to bardzo praktyczne rozwiązanie. Na przykład nie musimy podkreślać, że chcemy wyjść tylko we dwoje. Wystarczy umówić się w liczbie podwójnej: Pójdziemy na kawę? (Greva na kavo?). W ten dyplomatyczny sposób przyzwoitki zostawia się w domu.

Słoweńcy przyznają, że używanie liczby podwójnej do lekkich nie należy i stawiają ją za przykład trudności swojego języka. Mnie wydaje się zabawna, ale dość intuicyjna. Być może dlatego, że jej relikty zachowały się także w języku polskim. Są to przede wszystkim wyrażenia odnoszące się do nierozłącznych par: oczu, rąk, nóg, etc. Niestety, także w języku słoweńskim liczba podwójna powoli zamiera. W niektórych regionach używa się jej jedynie sporadycznie – zazwyczaj zmienia się to jednak szybko, gdy serce samo podpowie skorzystanie z jej jasnego przesłania dla dwojga zakochanych.   

Damian Buraczewski

Ze Słowenią związany od 2011 roku. Prowadzi blog SlovVine.com wybrany Winiarskim Blogiem Roku 2019 magazynu Czas Wina. Jego teksty o Słowenii ukazały się na łamach Tygodnika Powszechnego, Tygodnika Przegląd i Czasu Wina.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.