Listy ze Słowenii #2: Rambo w krótkich gaciach

7 min. czytania

Ubrany w trampki, sportowe szorty oraz biały T-shirt mężczyzna trzymał odbezpieczony automat i sprawiał wrażenie, że umie się nim posługiwać

Słoweńcy lubią świętować. Łączą dni wolne w bloki i w ten sposób zwiększają szanse na długie weekendy. Na przykład Święto Pracy. W Słowenii trwa dwa dni. Podobnie Nowy Rok, który w świętuje się 1 i 2 stycznia. Co prawda Boże Narodzenie trwa tylko 25 grudnia, ale 26 grudnia świętuje się już Dzień Niepodległości i Jedności. Jest to dzień ogłoszenia wyników plebiscytu niepodległościowego, a nie rocznica faktycznego ogłoszenia niepodległości. Od tego mamy inne święto – Dzień Państwowości, który przypada 25 czerwca. Tego dnia, 29 lat temu, dwie republiki Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii ogłosiły wyjście ze wspólnego państwa południowych Słowian. Razem ze Słowenią deklarację niepodległości ogłosiła Chorwacja. W efekcie twardogłowi komuniści we władzach federacji, a zwłaszcza w wojsku, zdecydowali się na użycie siły wobec zbuntowanych republik.

Wojna o Słowenię trwała krótko, bo zaledwie 10 dni. Bardzo szybko okazało się, że Jugosłowiańska Armia Ludowa jest całkowicie nieprzygotowana do prowadzenia wojny przeciw jednej z własnych republik.

Choć w tamtym czasie była to jedna z najliczniejszych i najlepiej wyposażonych armii w Europie, to żaden ze scenariuszy walki nie przewidywał użycia jej we własnym kraju. Zresztą, Słoweńcy nigdy nie uchodzili w Jugosławii za urodzonych żołnierzy, a sztab generalny do ewentualnej kampanii pod Alpami podchodził raczej lekceważąco.

Jednak Słoweńcy byli bardzo zdeterminowani do obrony wymarzonej niepodległości. Oprócz oddziałów Obrony Terytorialnej i policji, do walki przeciw jugosłowiańskiej armii stanęli cywile. Autobusy i ciężarówki tworzyły barykady. W niektórych miejscach nieumundurowani ochotnicy chwycili nawet za broń. Niestety, w większości przypadków ta militarna nadgorliwość prowadziła do eskalacji konfliktu i większej liczby ofiar, dlatego władze nowopowstałej republiki bardzo szybko rozbrajały samozwańcze grupy paramilitarne.

Zdarzało się również, że działania cywili zapobiegały przelewowi krwi. Tak było na przejściu granicznym z Włochami w Rožnej Dolinie, pod Nową Gorycją. Wykorzystując zamieszanie, które powstało po krótkiej wymianie ognia między stronami, Drago Kosmač wpadł do budynku posterunku granicznego, w którym zgromadziła się kadra oddziałów jugosłowiańskich. Ubrany w białe trampki, sportowe szorty oraz biały T-shirt wrzasnął na zebranych w środku, żądając poddania się. Osłupieni żołnierze patrzyli z niedowierzaniem na nieproszonego gościa.

“Jesteście otoczeni, rzućcie broń” – krzyknął Drago, jakby nie zdając sobie sprawy z faktu, że stosunek sił nie jest dla niego bardzo korzystny.

Zupełnie niespodziewanie ktoś rzeczywiście rzucił kałasznikowa na ziemię. Kosmač wykorzystał okazję i szybkim ruchem sięgnął po automat. Pozostali żołnierze musieli być w szoku, że jeden z ich towarzyszy broni, rzucił karabin na rozkaz nieuzbrojonego cywila w krótkich gaciach. Dla Drago było to wystarczająco czasu, aby przeładować broń.

Sytuacja oficerów przestała być komiczna i stała się tragiczna. Przed nimi stał człowiek z odbezpieczonym automatem. Wszystko wskazywało na to, że potrafi się nim sprawnie posługiwać.

Rzeczywiście, Drago Kosmač był przed laty członkiem tzw. “Gwardii Tity”, czyli elitarnych oddziałów specjalnych, których zadaniem była ochrona elity partyjnej. Negocjacje trwały krótko i kolejne automaty lądowały na podłodze. Rozbrojonych żołnierzy słoweński Rambo wyprowadził na zewnątrz. Dowódcy rozkazali kapitulację i tak jeden cywil wziął do niewoli ponad 80-cio osobowy zastęp żołnierzy. Dopiero po pół godzinie oddział słoweńskiej Obrony Terytorialnej odważył się zbliżyć do przejścia granicznego i przejął zdezorientowanych jeńców. W tym samym czasie Drago rozpłynął się w powietrzu.

Całą sytuację zarejestrował jeden z okolicznych mieszkańców na kasecie VHS i dziś możemy na portalu YouTube oglądać tę potyczkę. Natomiast Drago Kosmač po początkowym zachwycie nad niepodległością, zasilił szeregi rozczarowanych obywateli młodego państwa. Wielu weteranów tamtego konfliktu czuje się dziś oszukanych i wykorzystanych. Oczekiwania wobec niepodległej Słowenii były bardzo wysokie i wręcz niemożliwe do realizacji. Po romantycznej walce przyszedł czas nudnej i mozolnej pracy. Przynajmniej do następnego święta.

Damian Buraczewski

Ze Słowenią związany od 2011 roku. Prowadzi blog SlovVine.com wybrany Winiarskim Blogiem Roku 2019 magazynu "Czas Wina". Jego teksty o Słowenii ukazały się na łamach Tygodnika Powszechnego, Tygodnika Przegląd i Czasu Wina.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany