Idąc rzeką. Madera, kanioning

10 lutego, 2024
przeczytasz w mniej niż 6 min.
madera kanioning

Chcesz spróbować kanioningu? Jedź na Maderę!

Dyndam na linie wiszącej wzdłuż pionowej skalnej ściany. „A więc to tak wygląda kraj dla starych ludzi” – myślę, przekładając linkę w bloczku i odpychając się nogami od skały. Mam przy tym cichą nadzieję, że nie roztrzaskam się o nią przy następnym ruchu.

Madera – portugalska wyspa rzucona na wody Oceanu Atlantyckiego – od kilku już lat sukcesywnie zrzuca z siebie miano „miejsca dla emerytów”. Owszem, wciąż jest to niezłe miejsce, by spędzić przyjemnie czas niezakłócony obowiązkiem pracy i wciąż spotyka się tu brytyjskich seniorów. Równocześnie jednak wyspa ujawniła inne atuty, zmieniając się w miejsce przyciągające aktywnych podróżników. Można tu wędrować kilometrami, pokonując szlaki wytyczone wzdłuż levad, dawnych kanałów irygacyjnych; można nurkować w oceanie czy wybrać się w rejs katamaranem. Lub oddać się kanioningowi – dość dziwnemu zajęciu polegającym na przemierzaniu rzek… pieszo. Jest w tej aktywności niemal wszystko, co można sobie wyobrazić: marsz, pływanie, skoki, zjazdy na linach, a nawet zsuwanie się po skałach na tyłku. I właśnie w to się wpakowałem.

Madera, kanioning – jak to zrobić

Nigdy wcześniej nie uprawiałem kanioningu. Ale Madera nadaje się do tego, jak mało które miejsce.

– Mamy na wyspie ponad osiemdziesiąt wąwozów z rzekami, które da się przejść – mówi nasz przewodnik. – O wszystkich możliwych stopniach trudności. Od łatwego, dla początkujących, do trudnych szlaków, których pokonanie zajmuje cały dzień.

Wybrałem poziom najłatwiejszy. Plan: dwie godziny spędzone w miejscu, z którego nie ma jak się wydostać w inny sposób niż na własnych nogach. Do wąwozu rzeki Ribeira das Cales nie prowadzi za wiele bocznych ścieżek i dróg. Przez większość czasu idziesz w skalnej niecce. Jeżeli do niej wejdziesz w górnym biegu rzeki, musisz już dojść do miejsca poniżej, gdzie wąwóz się rozszerza i wypłaszcza.

Przebraliśmy się w neoprenowe pianki, solidne antypoślizgowe buty i kaski – przeobrażając się w grupę przypominającą zagubionych astronautów – i wyruszyliśmy prowadzeni przez dwóch wykwalifikowanych przewodników. Ich swoboda i nieco kąśliwe żarciki kontrastowały z naszymi niepewnymi minami. Zeszliśmy ze żwirowanej ścieżki, by zanurzyć się między skalne bloki i dojść do potoku. Woda, rozlewając się w oczka, sunęła gdzieś w dół między kamienie. Wyznaczała nasz kierunek na kolejne godziny.

Chodząc po wodzie

Przewodnik na pierwszym postoju szybko wyjaśnił podstawowe zasady stosowania lin i opuszczania się z wykorzystaniem sprzętu. Nie wyglądało to źle. Patrząc na jego ruchy, pomyślałem, że prawdopodobieństwo zabicia się na tych skałach nie jest jednak aż tak duże. Pod warunkiem, że zrobi się to, co wydaje się najmniej intuicyjne. Czyli zawierzy się sile liny i powierzy jej cały swój ciężar. A później, zamiast kleić się panicznie do ściany, wykorzysta się nieznacznie ugięte nogi do odbijania się od skały, by pojedynczymi skokami zsuwać się kolejne metry.

Madera kanioning
Madera, kanioning. Portugalska wyspa oferuje ponad osiemdziesiąt tras dla miłośników przemierzania pieszo nurtów rzek.

Kanioning nie jest jednak czystą wspinaczką skałkową. Więcej od dyndania na linie jest w nim pieszej wędrówki, przypominającej zmagania w wysokich górach. Zamiast po wąskiej ścieżce, idzie się jednak po płytkiej wodzie, wybierając prześwity pomiędzy kamieniami, wdrapując się na skalne bloki, przeskakując przez zwalone drzewa.

Madera. W sercu natury

Przeciskający się pomiędzy ścianami potok ma zdolność przywracania naturalnych proporcji. Nie jest bowiem wyznaczony na potrzeby ludzi. To twór dziki, nieujarzmiony, obojętny na nasze cywilizacyjne potrzeby. Idąc nurtem, mam świadomość, że znajduję się w miejscu, do którego mało kto dociera. Nie będzie tu przypadkowych gości, zabłąkanych turystów, spacerowiczów. By się tu dostać, trzeba się nieco postarać.

Czuję się więc tu gościem. Dopuszczonym do tego świata, ale mającym na niego ograniczony, niemal zerowy wpływ. Jest w tej wędrówce, mimo nowoczesnego sprzętu, którym dysponujemy, jakieś echo odległych czasów, kiedy żyliśmy w podobny sposób. Przemieszczając się po naturalnych żłobieniach krajobrazu. Z dala od asfaltu, betonu i wytyczonych traktów, których wówczas jeszcze nie było.

Mój organizm szybko odnajduje rytm tej wędrówki. Wymagający czujności i uwagi. Starannego stawiania kroków. Skupienia na ruchu, instynktownego omiatania najbliższego otoczenia w poszukiwaniu najdogodniejszej drogi. To umiejętność, którą wszyscy mam zapisaną od pokoleń w naszej krwi. Powrót do niej daje zaskakująco dużo przyjemności, pozwalając na moment wymieść z głowy wszystkie zbędne myśli. Nie mam przy sobie telefonu, ani żadnego urządzenia elektronicznego (i tak by zamokły w wodzie). Jestem, pierwszy raz od nie pamiętam już kiedy, zanurzony po uszy w rzeczywistości. Namacalnej, chwilami chropowatej, ale dobrze mi znanej. Skąpanej w bujnej wilgotnej zieleni, wyznaczonej mokrymi kamieniami i chłodnym dotykiem wody.

Madera, kanioning. Wisząc na linie

Natykamy się na naturalne przeszkody – skalne progi, po których woda stacza się swobodnie wodospadami. Możemy pokonać je jedynie na linie. Najwyższa ściana na trasie ma blisko piętnaście metrów wysokości. Patrząc na nią, trudno mi sobie wyobrazić, że na szlaku dla najbardziej zaawansowanych miłośników kanioningu (poziom czwarty) trzeba pokonać przeszkodę wznoszącą się na sześćdziesiąt metrów.

Zsuwamy się pojedynczo, metodycznie, jedni szybciej, inni wolniej. Gdy skupisz się na powtarzalnym ruchu, staje się to stosunkowo proste. Odchylenie się, przesunięcie liny w bloczku, odbicie nogami od skały, oparcie się stopami metr niżej. Powtórzenie wszystkiego od nowa. Staram się nie patrzeć w dół, rzucając tylko krótkie spojrzenia, by sprawdzić, czy nie podążam za bardzo w bok. Chwilami zatrzymuję się, by wziąć kilka głębszych oddechów.

Madera i kanioning to już dziś niemal synonimy. Aktywność dostępna jest dla zupełnych nowicjuszy, jak i zaawansowanych.

Lądujemy wszyscy po kolei w chłodnej wodzie u stóp wodospadu i niezdarnie próbujemy wypłynąć na suche skały. Czekamy w dole, aż wszyscy się zsuną i z niedowierzeniem patrzymy później, jak przewodnikom ta droga – pokonywana przez nas z mozołem przez całe minuty – zajmuje kilka sekund.

Nasze tempo wędrówki jest dość powolne, dwie godziny rozciągają się więc w ponad trzy. Pod koniec daje już znać o sobie większość mięśni mojego ciała, a w dłoni czuję linę, nawet, gdy jej nie trzymam. Kiedy docieramy do końcowego punktu, wcześniej uważnie stąpając po omszałym pniu zwalonego drzewa i przepływając przez małe wodne oczko, jestem zmęczony. To jednak dobre zmęczenie. Idąc przez sosnowy las do samochodów, czuję się, jakbym pozbył się w tamtym skalnym wąwozie kilku lat z mojego ponad czterdziestopięcioletniego życia. Jestem lżejszy.


JAK TO ZROBIĆ

Dolot

Na Maderę dolecisz z Polski bezpośrednim lotem m.in. linią Wizz Air z Katowic i Warszawy. Połączenie obsługiwane jest trzy razy w tygodniu. Ceny zaczynają się od ok. 800 zł.

Kanioning

Jeżeli nie jesteś zaawansowanym fanem kanioningu, prawdopodobnie będziesz chciał skorzystać z pomocy wykwalifikowanych przewodników (samodzielne eksplorowanie maderskich rzek jest jednak dozwolone, wszystko zależy od twoich umiejętności i posiadanego sprzętu).

Na wyspie działa sporo agencji organizujących tego typu aktywność – polecam sprawdzoną przeze mnie firmę Harmony In Nature. Wyprawa dla początkujących trwa od dwóch do trzech godzin (plus dojazd na miejsce) i jest dostępna dla wszystkich o względnie dobrej kondycji, w wieku powyżej 10 lat. Cały potrzebny sprzęt zapewniają organizatorzy, nie zapomnij jednak stroju kąpielowego, ręcznika i ubrania na zmianę. Cena od osoby: 65 euro, w grupie musi być minimum dwóch i maksymalnie dziesięciu uczestników. Nie jest wymagana umiejętność pływania, trzeba jednak czuć się w wodzie swobodnie.

Nocleg

Sé Boutique Hotel jest przyjemnym kameralnym hotelem w centrum Funchal. Nie ma co prawdy widoku na ocean, ale do dyspozycji jest piękny taras oraz całkiem wygodne pokoje (nie bierzcie jednak tego tuż przy tarasie, gdyż ma okno wielkości znaczka pocztowego). Każde pomieszczenie ma nieco inny wystrój, inspirowany katedrą Sé, pomnikiem architektonicznym z 1493 roku. W całym hotelu znajdziesz mnóstwo dzieł sztuki. Ceny za “dwójkę” od 93 euro.

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

To też ciekawe