Jeżeli kochasz street art, jedź do Neapolu
Fot.: Marta Wróblewska
Dziennikarz brytyjskiego „The Guardian”, Tobias Jones, napisał w ubiegłym roku, że Neapol sprawia wrażenie, jakby znajdował się o krok od utraty panowania, balansując na skraju anarchii. Ta specyficzna dynamika, będąca niemal wybuchową mieszanką nerwowości i euforii, jest źródłem niebywałej kreatywności o często oddolnym charakterze. A jednym z jej przejawów jest scena sztuki ulicznej.
Wypytuję więc lokalnych twórców o street art i jego odbiór.
– Napoli zawsze było miejscem otwartym. Mieszkańcy są dość przyjaźnie nastawieni do tego typu sztuki – tłumaczy mi artystka działająca pod pseudonimem Whatifier. – Są ciekawi tego, co się dzieje wokół. Chętnie obserwują, komentują, chwalą, a nawet pomagają. Nie ogranicza się to jedynie do młodych ludzi. Także ci starsi motywują street artowców do działania.



Whatifier, obok Trallalla’ czy Unplatonic, znajduje się w czołówce artystów tworzących popularną w Neapolu ‘poster art’. Polega ona na naklejaniu zazwyczaj wielkoformatowych wydruków bezpośrednio na murach. Tematem twórczości Whatifier jest głównie emancypacja i kondycja współczesnych kobiet. Komentuje ją za pomocą cytatów ze sztuki współczesnej, m.in. z obrazów Alfonsa Muchy, Amadeo Modiglianiego czy Tamary Łempickiej. Wzbogaca je o nowoczesne slogany. Pojawiają się więc hasła „My body, my choice” [moje ciało, mój wybór] czy „Sexism is an issue” [seksizm jest problemem].
Neapol i street art – stolica sztuki ulicznej
Rozpiętość realizacji, które można by połączyć wspólnym mianownikiem street artu, jest w Neapolu spora. Za jedną z najpiękniejszych prac uchodzi wizerunek patrona miasta – Świętego Januarego. Namalował go na elewacji przy via Duomo najbardziej chyba obecnie rozpoznawalny neapolitański twórca street-artu, Jorit.
Od wielu lat tworzy on monumentalne portrety. Na policzkach modeli domalowuje charakterystyczne, czerwonawe szramy, inspirowane rytualnymi znakami widniejącymi na twarzach ludzi z niektórych plemion afrykańskich. W ten sposób Jorit zaludnia wymyślone przez siebie uniwersalne plemię, które nazywa „human tribe”. Jego członków, wśród których znajdują się znani aktywiści, przedstawiciele świata kultury, ale także zwyczajni bohaterowie życia codziennego, cechuje szacunek dla pokoju na świecie i praw człowieka.

Co komu w duszy gra…
Neapol szczyci się, że jest jedynym miastem we Włoszech, w którym zachowała się oryginalna praca przypisywana brytyjskiemu artyście Banksy’emu. Charakterystyczny dla jego stylu, odmalowany od szablonu czarno-biały wizerunek Matki Boskiej z pistoletem wpisanym w aureolę znajduje się przy Piazza dei Girolamini. Obecnie chroniony jest szklaną witryną.
Podobnie zabezpieczone zostaną prace namalowane przez neapolitańską artystkę, znaną jako Roxy in the Box. Jest ona autorką m.in. wizerunku włoskiej aktorki Anny Magnani, który powstał w 2016 w pobliżu Piazza Dante. Roxy wyjaśnia mi, że zrezygnowała z uprawiania street artu, ponieważ starówka stała się przytłoczona różnorodnymi i niekontrolowanymi w żaden sposób artystycznymi wypowiedziami.
– Obecnie każdy maluje, co mu w duszy gra. Bez większego namysłu czy określonego klucza, traktując architekturę miasta jak fejsbukowy „wall” – mówi.
Innego zdania jest organizatorka festiwalu Paste up (od 2019 roku), działająca pod pseudonimem Street Art Project Naples.
– Uważam, że w przypadku street artu, inicjatywy oddolne mają większą wartość, niż te zlecone publicznie – mówi. – Tak było i z moim festiwalem. Zaczęłam go organizować bez większych funduszy czy wsparcia, lecz od razu na międzynarodową skalę. Publikując ogłoszenie w mediach społecznościowych, zachęcałam artystów do nadsyłania prac (głównie wlepek) w różnorodnej estetyce i formacie.
I dodaje:
– Priorytetem była dla mnie integracja artystyczna. A więc zaoferowanie możliwości zaprezentowania się w Neapolu, nawiązanie dialogu i umożliwienie wymiany w ramach jak najszerszej sieci współpracy. Festiwal Paste up zainspirował innych, którzy powielają jego formułę w wielu miastach, co mnie bardzo cieszy. Zależało mi na promocji street artu na poziomie demokratycznym, dostępnym dla wszystkich.

Sztuka jako narzędzie rewitalizacji obszarów nieuprzywilejowanych
Poza licznymi, dość mało sformalizowanymi inicjatywami oddolnymi, street art często wykorzystywany jest jako sposób na rewitalizację miejsc zaniedbanych czy zmarginalizowanych.
Wysiadając na końcowym przystanku metra, którym dojeżdżamy do dzielnicy Scampia – rozsławionej przez serial „Gomorra” – natrafiamy na dwa wielkoformatowe portrety autorstwa Jorita. Ukazują one twarze amerykańskiej feministki Angeli Davis i włoskiego pisarza Pier Paolo Pasoliniego.

Jest też i polski akcent. W urokliwym, acz nieco niedowartościowanym Parku Ventaglieri, trójmiejski artysta m-city (Mariusz Waras) zmienił ścianę kilkupiętrowej kamienicy w mural. Stworzył go przy wykorzystaniu szablonu i motywów zaczerpniętych z ikonografii industrialnej i urbanistycznej.
Rosnącą popularność zawdzięcza też street artowi położona tuż za historycznymi murami starego miasta dzielnica Sanità. Jeszcze do niedawna kojarzono ją głównie z przestępczością i ubóstwem, co świetnie ukazał Mario Martone w filmie „Nostalgia” (2022). Akcja malowania murali, zainicjowana ponad dekadę temu przez lokalnego proboszcza, zapoczątkowała rewitalizację tej części miasta. Obecnie jest ona jednym z obowiązkowych punktów na liście miłośników sztuki współczesnej.
Popularny portal NapoliToday wśród najchętniej fotografowanych prac wymienia: „Luce” oraz „Totò e Peppino” Hiszpana Tono Cruza, „Resis-ti-amo” Argentyńczyka Francisco Bosoletti, czy „Nu ‘mmescà ‘e fantasme cu ll’angiule”, zrealizowaną przez niejakiego Simone z Collettivo FX.
Król wszystkich murali




Kto był w Neapolu, ten wie, że postacią najbardziej obecną w miejskiej ikonografii jest nie kto inny, jak Diego Maradona. Na ulicach napotkamy setki wizerunków tego Argentyńczyka, który w latach 1984-1991 grał w drużynie Napoli. Maradona jako święty. Maradona jako gladiator, Maradona jako anioł ze złotym pucharem. To tylko niektóre z wcieleń ukochanego przez neapolitańczyków piłkarza. Wizerunek sportowca, stworzony przez Jorita na peryferiach miasta jako „Dios umano” [ludzki bóg], zaczęto reprodukować na koszulkach i gadżetach promujących Neapol. Z kolei mural „The big face of Maradona”, zlecony w 1990 początkującemu wówczas artyście Mario Filardiemu przez mieszkańców popularnej dzielnicy Quartieri Spagnoli, stał się celem „pielgrzymek” kibiców z całego świata.
Zobaczyć Neapol i…
Nie ma wątpliwości co do tego, że Neapol jest miastem kontrastów. Podobnie postrzega się street art. Dla jednych jest wandalizmem, dla innych odświeżającą obecnością nieszablonowej sztuki w przestrzeni publicznej. Jeszcze inni używają go jako narzędzia do manifestowania poglądów.
Owa niejednoznaczna natura street artu jest jego atutem. Pobudza krytyczne myślenie, podważa akceptowane paradygmaty, wytycza szlaki twórcze. Słowem, stanowi materiał do ożywczej dyskusji na wielorakie tematy, od urbanistyki po kwestie społeczne, mało kogo pozostawiając obojętnym. I właśnie taką energią przesycony jest Neapol. Każdy ma tu zdanie na każdy temat i chętnie je wypowiada, nierzadko w sposób bardzo emocjonalny. Można zatem, parafrazując powiedzenie podróżującego pod koniec XVIII w. po Włoszech Wolfganga Goethego, zaryzykować stwierdzenie: „Zobaczyć Neapol i… dać się uwieść street artowi.”


