“Szczury z via Veneto” – Paulina Stolarek czyta nową książkę o Włoszech

Początek
12 min. czytania

Piotr Kępiński prowadzi nas po Włoszech ścieżkami dawno już wydeptanymi, ale też tymi zupełnie nowymi

Po Rzymie biegają szczury. Podobno są ich tam miliony. Książka „Szczury z via Veneto” Piotra Kępińskiego rozpoczyna się spotkaniem z niesympatycznymi gryzoniami na rzymskiej ulicy:

“Na przystanku autobusowym nieopodal Wielkiej Synagogi, skąd dwa kroki na Wyspę Tyberyjską, zobaczyłem trzy martwe szczury. Wśród żółtych liści, obok wiaty. Z daleka prawie niewidoczne, z bliska robiły wrażenie zamrożonych, albo nagle unieruchomionych przez jakiś kataklizm. Tak mogłyby wyglądać szczury zaskoczone przez wybuch Wezuwiusza. Ale w Rzymie nie ma wulkanów”.

O nie, myślę sobie, czy to nie jedna z tych książek, które w imię wierności realiom popadają w werystyczną przesadę?

I dręczą człowieka tym, że w Paryżu śmierdzi w metrze, a Francuzi są nieżyczliwi. W Nowym Jorku okropnie drogo, a w Atenach duszą spaliny. Może i tak, choć zawsze można odwrócić głowę i zamiast na szczura patrzeć w niebo. Więc nie daję się i czytam dalej. Szczęśliwie okazuje się, ze Piotr Kępiński wcale nie ma turpistycznych upodobań, tylko po prostu świetnie zna Włochy. Włochy żywe, ale także te literackie, kulturalne, historyczne, codzienne, pełne sprzeczności. I takie właśnie, różnorodne, pokazuje czytelnikom.

Być może „Szczury z via Veneto” to nie jest książka dla tych, którzy jadą tam po raz pierwszy. Bo pierwszy raz w podróży do Włoch trzeba jednak realizować program obowiązkowy. Nieważne w jakiej wersji: rzymsko-starożytnej, florencko-artystycznej, mediolańsko-konsumpcyjnej, toskańsko-winnej, sycylijsko-morskiej, albo jeszcze innej, dowolnej, tyle ich przecież jest i każda uwodzi. Na początku Włochom trzeba właśnie dać się uwieść, ulec smakom, zapachom, widokom. Niczym się nie różnimy od pokoleń, które przyjeżdżały tu przed nami. Jak pisze Kępiński, „wydeptujemy wydeptane ścieżki. Poniekąd nie da się inaczej. Chcemy starości. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że we Włoszech oprócz obrazów, kościołów i zabytków mieszkają także ludzie, którzy swoją przeszłość ciągle dopieszczają, choć mam wrażenie, że w sposób całkiem odmienny niż my, przybysze z innych światów”.

Potem przychodzi czas na poznanie i zrozumienie, na własne ścieżki, prywatne zachwyty.

Książka Kępińskiego nas w tym wspiera. I uwodzi erudycją, anegdotami, znajomością historii i dnia dzisiejszego, tych Włoch codziennych, których nie da się poznać będąc chwilowym przybyszem, bo są zbyt ukryte i zbyt oczywiste zarazem. Przydaje się wtedy taki po nich przewodnik, który ma świadomość tej gry, wie, że to „Wizualne galery? Od niepamiętnych czasów uczestniczymy bowiem w powtarzaniu Włoch i zaklinaniu przeszłości wmurowanej w ściany i frontony. Chcemy zobaczyć minione zamiast tego, co jest. Italia ma niewątpliwie starą twarz, ponieważ prawie nikt jej w tym starzeniu nie przeszkadzał. Niemal nic się tu nie zmienia. Ulice są tak samo wąskie jak przed czterystu czy trzystu laty. Nowoczesnej architektury jak na lekarstwo, sztuka dwudziestowieczna też jakoś nie może przebić Michała Anioła i Caravaggia. Każdy nowy parking podziemny to tutaj wielkie wydarzenie”.

I potem okazuje się, że my, przybysze, wiemy może co to via Appia i dokąd prowadzi, ale skąd mielibyśmy wiedzieć, dlaczego w Rzymie z trudem przyjmuje się idea przemieszczania się po mieście na rowerze?

Najważniejszy powód jest taki: rower w Italii kojarzył się przede wszystkim z biednymi latami czterdziestymi i pięćdziesiątymi, w których był symbolem statusu proletariatu. Rowerami jeździła biedota i biedota je kradła”. Pamiętacie „Złodziei rowerów” de Sicci?

A rzymskie dzielnice? Skąd wiadomo, które modne, które z mody wyszły, które są niebezpieczne i kim są mieszkający w Parioli pariolini? Gdzie szukać sławnych aktorów i filmowców i dlaczego na cmentarzach spodziewać się raczej handlarzy narkotyków niż żałobników. Kim jest „żałobnik – kuzyn ze stolicy” i cóż to za społeczność pisarze-sędziowie. Jakie są naprawdę mityczna Ostia i Suburra, pierwsza sławna tragicznym końcem Pasoliniego, druga intrygująca modnym serialem z Netflixa. Tą wiedzą Kępiński dzieli się z nami w opowieści naszpikowanej anegdotami, spotkaniami, odwołaniami do kultury.

Tym razem wszystkie drogi okazują się nie prowadzić do Rzymu, ale w nim się zaczynać.

Droga wytyczana przez autora „Szczurów z via Veneto” prowadzi do Turynu, Sieny, Palermo i do Neapolu, gdzie dopada przybyszów kontrast między brudem i pięknem. Jest inny niż w Rzymie, ale za to jak boleśnie odczuwalny.

“Neapol to co brudne i piękne sam wydobywa na powierzchnię. W Rzymie zło jest takie jak w serialu Suburra – ukryte głęboko. Piękna zaś nie trzeba specjalnie eksponować. Rzymianie należą bowiem do ludzi z natury skrytych, nienarzucających się. “Rzym to nie Dziki Zachód” – jak mówi w serialu Samuraj. Dziki Zachód jest, oczywiście, na południu kraju, gdzie inaczej się kocha, zabija i umiera. W Wiecznym Mieście radni urzędują w otoczeniu prawdziwych antycznych rzeźb, a ich sesje przypominają teatr”.

Z Neapolu Kępiński prowadzi nas dalej, na Sycylię, do Palermo, Mazary, Trapani i nieistniejącej Vigaty. To śródziemnomorsko-piękna ojczyzna bohatera książek Camilleriego i serialu o słynnym komisarzu Salvo Montalbano, który „stał się we Włoszech symbolem uczciwości, wrażliwości i odwagi cywilnej na tle szalejącego tchórzostwa”. Jest uwielbianą przez wszystkich lepszą wersją każdego z Włochów.

Kępiński dobrze zna Włochów, ich zalety i słabości. Wie, że zawsze coś ich łączy:

Wszyscy są absolutnie dumni z tego, że się tutaj urodzili. Ale we Włoszech to normalne […]. Nawet ci, co to przyszli na świat na totalnych zadupiach, o których słyszeli tylko wytrwali badacze atlasów i map. Zobaczyć Włocha skromnego, zażenowanego na przykład nazwą miejscowości, gdzie się urodził, to rzecz niemożliwa. Włoch zawsze czuje dumę. Może być biedny jak mysz kościelna. Może mieć rozsypującą się chałupę, może mieć śmieciową emeryturę i śmieciowe życie, ale będzie dumny jak król. A jeżeli okaże się to Włoch z południa, to jego duma jeszcze przewyższy dumę Włocha z północy. Powiedzieć przy Włochu, że jego kraj ma jakieś defekty krajobrazowo-kulinarne (chociażby że miasta wyglądają jak dekoracje, a pizza jest nudna jak flaki z olejem), to tak, jakby napluć mu do zupy. Tego Włochowi zrobić nie wolno”.

Nie da się Włoch poznawać inaczej niż polubiwszy Włochów. Choć chyba trzeba raczej ich pokochać – uczucia nie znają tu przecież temperatur pośrednich – i to ze  świadomością ich wad i podziwem dla piękna świata, w którym żyją.

Cóż z tego, że tą rzeczywistością rządzi niedoskonałość (w Rzymie rzeczywiście są szczury i dziury w jezdni, a w Mazarze i Neapolu śmieci). Dobrze jest tu zawsze pamiętać o odpowiedzi, jakiej udzielił pomstującemu na drogi autorowi rzymski taksówkarz: „Z całą pewnością masz rację, nie ulega wątpliwości, że nasza burmistrzyni, przenajświętsza panienka Raggi nie daje sobie rady, jednak zobacz, co masz nad sobą, zobacz, człowieku, jakie mamy niebo, takiego nie ma nikt inny na świecie. Jak sobie to uświadomisz, zapomnisz o naszych dziurach w drogach, które najpewniej należą do najgłębszych na świecie”.

I jak konstatuje Piotr Kępiński, to „duża przesada, ale coś w tym jest”.


Piotr Kępiński, 

Szczury z via Veneto,

Wyd. Czarne, Wołowiec 2021 

Paulina Stolarek

Romanistka, tłumaczka, dziennikarka. W przeszłości redaktor naczelna "Radia Zet" i miesięczników "Voyage" i "Zwierciadło". Przetłumaczyła min. „Szaleństwo Marszu” Jacquesa Lanzmanna. Ma wiele słabości, a największe to Paryż, Grecja i literatura.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.