Współczesny Robinson Crusoe opuszcza wyspę

6 min. czytania
mauro morandi - budelli

Jak to jest obudzić się i nie zobaczyć przed domem plaży, którą oglądało się każdego dnia przez ostatnie 32 lata życia?

Próbuję sobie wyobrazić, co niebawem poczuje Mauro Morandi. Mający dziś ponad 80 lat Włoch, przez ponad trzy dekady żył samotnie na wyspie Budelli, leżącej pomiędzy Sardynią i Korsyką. Ta jego samotnicza historia dobiega właśnie końca.

O współczesnym Robinsonie Crusoe usłyszałem pierwszy raz jakieś trzy lata temu. Natrafiłem wtedy na poświęcony mu krótki dokument na platformie Arte. Kilka dni temu znów zobaczyłem jego twarz w mediach, które doniosły o eksmisji mężczyzny z wyspy.

Jego historia mnie zainteresowała, bo Morandi jest człowiekiem dalekim od przeciętności. Swego czasu podjął decyzję o „wypisaniu się z systemu”. Konsekwentnie się jej później trzymał.

Miałem dość konsumpcjonizmu i sytuacji politycznej we Włoszech – mówił. – Zdecydowałem się przenieść na bezludną wyspę w Polinezji. Z dala od cywilizacji. Chciałem rozpocząć nowe życie blisko natury.

Na Polinezję nie dopłynął. Podczas rejsu z przyjaciółmi zawinął na niezamieszkaną wyspę Budelli. Należała ona wówczas do prywatnej firmy, która zatrudniała do jej pilnowania stróża. Gdy Morandi tam dotarł, stróż właśnie rzucał pracę (jego żona miała dość wyspiarskiego życia). Włoch zajął jego miejsce. Został na wyspie przez 32 lata. Przez krótki czas mieszkał wraz z partnerką i przyjaciółmi, z którymi tu przypłynął. Szybko jednak porzucili oni Budelli i Mauro został sam.

W 2016 roku wyspę przejęło państwo i włączyło ją do parku narodowego. Od tego czasu Morandi nie tylko stracił pracę, ale też prawo pobytu na wyspie. Przez ostatnie pięć lat uparcie jednak pełnił rolę samozwańczego stróża. Nie bacząc przy tym na spartańskie warunki życia.

Trzy dekady to szmat czasu. Gdy żyjesz jako jedyny człowiek na tak ograniczonej przestrzeni, musisz znać ją w każdym detalu. Morandi mówi zresztą w filmie, że czuje wyspę zmysłami. Nawet nie, że ją zna, lecz właśnie ją odczuwa.

To jakiś wyższy poziom poznania. Trudny do wyobrażenia. Niedostępny takim podróżnikom jak my i większość naszych Czytelników. Przemieszczającym się, zmieniającym wciąż miejsca, poszukującym.

Po latach walki z zarządem parku, prośbami o pozwolenie na zajmowanie się dalej wyspą – nawet bez wynagrodzenia – Morandi w końcu się poddał. Kilka dni temu poinformował, że opuszcza Budelli. Przenosi się do mieszkania na obrzeżach głównego miasta wyspy La Maddalena, w archipelagu, do którego należy jego ukochana wyspa. Może zresztą decyzja Morandiego nie jest do końca podyktowana sytuacją prawną. Być może mężczyzna czuje, że jest już zbyt słaby, by móc dalej prowadzić życie jakie wybrał.

Czy Mauro Morandi był na Budelli szczęśliwy? Na filmie sprawia wrażenie osoby spełnionej, choć mierzącej się z samotnością.

Nie potrafię jednak do końca rozpoznać, czy jego uparte trzymanie się wyspy w którymś momencie nie brało się już głównie z lęku przed powrotem do świata, który obserwowany z oddali, mógł wydawać się coraz groźniejszy.

Może się jednak mylę. Może ten dawny nauczyciel wychowania fizycznego, odrzucając cały blichtr nowoczesności i sprowadzając rzeczywistość do kilku najprostszych czynności znalazł sens, który większości z nas – nieustannie szukających nowych doznań – wymyka się zazwyczaj z rąk.

Jedno jest pewne: ja to Budelli, a Budelli jest we mnie – mówi Mauro Morandi w ostatniej scenie filmu, podnosząc się z trudem z kamienia, z którego przez ostatnie trzydzieści dwa lata patrzył codzienne na morze.

Zapisz się na nasz biuletyn z poleceniami kulturalnymi, wskazówkami dotyczącymi podróży i miejsc oraz podsumowujący najważniejsze wydarzenia na świecie, tak żebyś nie przegapił niczego, co ważne.

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.