Znany z esejów i felietonów filozof Tomasz Stawiszyński tym razem napisał prozę
„Czynnik alchemiczny” może sprawiać wrażenie książki podróżniczej – sporządzonych na przestrzeni lat notatek z pobytów na greckiej wyspie Korfu. Jest tu narrator, którego utożsamiamy ze Stawiszyńskim (podróżującym w towarzystwie żony). Są odniesienia do jego życia w Warszawie. Nie brakuje też opisów rzeczywistych miejsc na wyspie. Dopiero po chwili czytelnik orientuje się, że w tych opowieściach jest zbyt wiele przypadków, zbyt wiele szczegółów i zaskakujących puent, by móc traktować je jako dziennik podróżny. To książka bardzo swobodnie traktująca rzeczywistość, będąca literaturą, a nie próbą oddania zdarzeń jeden do jednego. I w tym tkwi jej siła.
Być może bowiem dotarliśmy do punktu, w którym typowy reportaż podróżniczy, a tym bardziej klasyczne relacje z wyjazdów straciły sens. Świat został już odkryty. Dotarliśmy wszędzie, a przemieszczanie się stało się najłatwiejsze w naszej historii. Tworzenie „relacji z pobytu” niewiele już wnosi – każdy zakątek świata został opisany, sfotografowany, sfilmowany. Dużo większą wartość mają obecnie historie przetworzone, wynikające z wyobrażeń – bogactwo świata bardziej oddaje dziś literatura niż dokument.
„Czynnik alchemiczny”, recenzja nowej książki Tomasza Stawiszyńskiego
Stawiszyński zdaje sobie z tego sprawę. W rozmowach wymienia jako ulubionych pisarzy podróżniczych (choć nie jest wielkim fanem literatury podróżniczej) Nicolasa Bouviera, Bruce’a Chatwina czy Geralda Durrella. Wszyscy zasłynęli z dość swobodnego traktowania faktów. Ważniejszy był dla nich walor literacki niż wierność zdarzeniom. I to właśnie dzięki temu ich książki weszły do kanonu i po upływie dekad bez problemu znajdują czytelników. Literatura nie podlega (a w każdym razie nie musi podlegać) dezaktualizacji, typowe relacje podróżnicze podlegają jej natomiast niemal zawsze.
– Zacząłem się zastanawiać, czy wierność faktom w ogóle ma dla mnie w tego typu literaturze jakiekolwiek znaczenie – mówił Stawiszyński w wywiadzie dla Gazety Wyborczej. – Przecież te książki są po prostu piękne: pełne życia, atmosfery, wysublimowanego języka. Co mnie to obchodzi, czy opisane tam historie zdarzyły się te kilkadziesiąt lat temu naprawdę, czy też powołał je do istnienia wyłącznie talent autora? Najważniejsze, że istnieją w tekście, nic im więcej nie potrzeba.
„Czynnik alchemiczny”, czyli dryf wyobraźni
Stawiszyński poszedł więc tym tropem. Stworzył opowieść o wyspie, na którą wraca od dwudziestu lat, bazując nie tyle na rzeczywistych zdarzeniach, co na własnych emocjach i własnej wyobraźni. Punktem wyjścia są rzeczywiste spotkania, miejsca i sytuacje, ale „Czynnik alchemiczny” opiera się na swobodnym dryfie skojarzeń i domniemywań. Dzięki temu książka zyskuje na uniwersalności. Może być interesująca zarówno dla miłośników Korfu i tych, którzy planują wybrać się na wyspę, jak i dla osób omijających Grecję szerokim łukiem, szukających po prostu literackiej opowieści.
Travel Magazine potrzebuje Twojego wsparcia. Postaw nam kawę:
I choć „Czynnik alchemiczny” chwilami jest książką nieco przegadaną, może zbyt mocno dopowiedzianą, nie sposób nie docenić, że to dzieło zrodziło się z aktu pewnego rodzaju nieposłuszeństwa – nieposłuszeństwa wobec dyktatowi pośpiechu, w którym dziś wszyscy tkwimy. Stawiszyński wracając w te same miejsca i poświęcając wyspie czas, wchodzi w stan nieosiągalny dla tych, którzy wciąż gonią za wrażeniami, których kolekcjonowanie stało się dziś nową walutą i wyznacznikiem statusu społecznego. A tylko osiągając podobny stan jest się w stanie dostrzec obecność owego „czynnika alchemicznego”, który choć trudno uchwytny, ujawnia wyjątkowy wymiar naszego istnienia. A to przecież nadzieja na jego odkrycie sprawia, że decyzja o wyruszeniu z domu zaczyna mieć prawdziwy sens.

Tomasz Stawiszyński
Czynnik alchemiczny
Wydawnictwo Wielka Litera, 2026
