Ten narracyjny majstersztyk kryje w sobie niemal wszystko
Opinię, że reportaż czy biografia wciąga niczym najlepsza proza wszyscy słyszeliśmy już tyle razy, że trudno nie uznać jej za banalną. Jednakże w przypadku „Dlaczego ryby nie istnieją” Lulu Miller ten opis idealnie oddaje rzeczywistość. Narracyjny majstersztyk, kryjący w sobie niemal wszystko, potrafi wywieść w pole. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron czytelnik może przegapić, że ma do czynienia z życiorysem realnej postaci, ichtiologa Davida Starra Jordana, oraz czymś w rodzaju pamiętnika autorki (amerykańskiej dziennikarki naukowej). A więc książką non-fiction. Sposób prowadzenia tej opowieści przypomina jednak beletrystykę, a zarówno David Jordan, jak i Lulu Miller zamieniają się w postacie literackie. Polskiemu czytelnikowi tym łatwiej wpaść w taką pułapkę, że Jordan nie jest u nas postacią szerzej znaną.
Recenzja „Dlaczego ryby nie istnieją” – to nie tylko biografia
Dobrym przykładem może być scena, w której autorka-narratorka otwiera wydaną ponad sto lat temu biografię Jordana (na jej podstawie stworzy „Dlaczego ryby nie istnieją”). Czyta się to, jak napisane w pierwszej osobie opowiadanie:
„Kiedy przesyłka dotarła, wydawała się ciepła w dotyku, zaczarowana. Jak gdyby zawierała mapę skarbu. Nożem do steków przecięłam taśmę do pakowania i wypadły dwa oliwkowozielone tomy połyskujące złotymi literami. Zaparzyłam wielki dzbanek kawy i umościłam się na sofie z pierwszą częścią na kolanach, gotowa odkryć, co nas czeka, jeśli nie zgodzimy się ulec Chaosowi”.
Walce z Chaosem – entropią, zmianami oraz bezlitosnymi ciągami przypadków, które wszystko niszczą – poświęcił całe życie urodzony w 1851 roku David Starr Jordan. Wybitny taksonom, ichtiolog i rektor Uniwersytetu Stanforda. W obsesji uporządkowania świata, wykazywał się wyjątkowym uporem, znosząc bez pretensji przeciwności losu. Pracę katalogowania ryb musiał zaczynać od nowa dwukrotnie – wpierw po pożarze, a później po trzęsieniu ziemi niszczącym jego zbiory. Za każdym razem kontynuował działalność z jeszcze większą determinacją, wprowadzając ulepszenia, które miały być rodzajem zabezpieczenia w przypadku kolejnych kataklizmów.
Jak walczyć z chaosem
To właśnie ten upór by ująć świat w jasno określone ramy sprawił, że Lulu Miller zainteresowała się jego osobą. Ichtiolog jawił się jako przeciwwaga jej ojca. Ten, będąc biochemikiem, wyznawał pesymistyczną filozofię nieuchronności losu:
„Mój ojciec naukowiec nauczył mnie bardzo wcześnie, że nie ma ucieczki przed drugim prawem termodynamiki: entropia jedynie wzrasta; nie da się jej zredukować w żaden sposób. Mądry człowiek przyjmuje tę prawdę. Mądry człowiek nie próbuje z nią walczyć”.
Dla ojca Miller świadomość braku sensu ludzkiego życia (i nie tylko ludzkiego) okazuje się wyzwalająca. Skoro „się nie liczysz – żyj, jak ci się podoba”. Mężczyzna, zamiast wpadać w rozpacz, czerpie z życia całymi garściami. Łamie przy tym normy (a czasem i przepisy), oddając się pełnym radości czynnościom i kształtując rzeczywistość według własnego scenariusza. Lulu Miller nie potrafi jednak wykrzesać w sobie podobnej energii.
„To, co wydawałoby się ponurą prawdą, napełniło jego egzystencję energią. Sprawiło, że prowadzi pełne i dobre życie. Od zawsze próbowałam pójść w jego nihilistyczne ślady. Zmierzyć się z naszą nieistotnością i właśnie ze względu na nią dążyć do szczęścia kaczkowatym krokiem klauna. (…) Credo „Nie masz znaczenia” często dawało u mnie jednak inny efekt”.
W efekcie Miller wpada w kryzys uczuciowy i egzystencjalny, prowadzący do depresji i prób samobójczych. Szukając ratunku, natrafia na dokumenty dotyczące Davida Jordana. Ichtiolog był przeciwieństwem ojca pisarki. Wierzył, że rzeczywistość opiera się na ustalonym porządku. Wystarczy go odkryć i zapisać. Taksonomia stała się dla niego sposobem na ucieczkę przed chaosem świata. Miller zaczyna więc widzieć w jego postaci wzór do naśladowania.
Upadek autorytetu
Tyle że wkrótce odkrywa bardziej złożoną prawdę na jego temat. Jordan, mimo niewątpliwych zasług dla nauki i edukacji, miał też bardziej mroczną twarz. Wiele wskazuje na to, że był zamieszany w tuszowanie przyczyn śmierci Jane Stanford (współzałożycielki uniwersytetu, na którym pracował i która prawdopodobnie została otruta strychniną). Był też gorącym zwolennikiem oraz propagatorem eugeniki. A więc teorii (wykorzystali ją później naziści) dzielącej ludzi na kategorie. Zdaniem eugeników, osoby “nieprzystosowane” (z nieodpowiedniej kategorii) należało izolować i przymusowo sterylizować, tak by zlikwidować ryzyko przenoszenia dalej „złych genów”. W ten sposób gatunek ludzki miał uniknąć ewoluowania w niepożądanym kierunku.
Między innymi dzięki lobbowaniu Jordana część amerykańskich stanów przyjęła prawo wprowadzające eugenikę w życie. Taksonom jest więc pośrednio odpowiedzialny za krzywdę, a nawet śmierć tysięcy osób. Determinacja w czynieniu świata uporządkowanym zaprowadziła go wprost w pułapkę poglądów, których nie da się moralnie usprawiedliwić.
„Dlaczego ryby nie istnieją” choć jest częściowo biografią Jordana, w większym stopniu opowiada o Miller szukającej remedium na egzystencjalny kryzys. To fascynujący zapis drogi, jaką przeszła chcąc dowiedzieć się, czy życie ma sens życia. A jeżeli nie ma – jak można poradzić sobie z tego świadomością. Jest to też opowieść o tym, jak trudno znaleźć życiowy wzorzec i jak duże niebezpieczeństwo tkwi w próbach wtłoczenia świata w normy i kategorie. Tym bardziej, że – jak pokazuje końcówka książki (to do niej odnosi się tytuł) – taksonomiczne byty okazują niezwykle efemeryczne.
Klątwa kategorii
Taksonomia stanowi centralny punkt książki, ale jakby na przekór temu „Dlaczego ryby nie istnieją” wymykają się wszelkim szufladkom. Niepozornej, mającej ledwie dwieście stron książki, nie sposób zakwalifikować do jasno określonego gatunku. I to decyduje o jej sile. Jest zarówno historią miłosną, pamiętnikiem, wspomnieniami, biografią, reportażem, kryminałem i filozoficznym esejem.
Są tu pewne literackie sztuczki, którymi Miller nas zwodzi (czy możliwe jest, by autorka żyła tak długo w nieświadomości dotyczącej mrocznego oblicza Jordana?). Można też spierać się, czy odpowiedzi dotyczące tego jak żyć, które Miller w końcu znajduje, nie są okazują się zanadto banalne. Jednak wplecenie w narrację osobistej historii w odświeżający sposób łamie schematy non-fiction. Sprawia, że książka zyskuje uniwersalny charakter. Przestaje być historią dawno już nieżyjącego naukowca i staje się świadectwem tego, jak daleko definicje i kategorie mogą kształtować naszą codzienną, ludzką egzystencję.

Lulu Miller
Dlaczego ryby nie istnieją
Wydawnictwo Czarne, 2026
