Jak zostać mocarstwem kosmicznym. Listy ze Słowenii #14

6 min. czytania

Czy epidemia koronawirusa wyśle rządzących w kosmos?

Na początku lata wydawało się, że Słowenia pokonała epidemię koronawirusa. Przez kilka tygodni nie odnotowano żadnych nowych zakażeń. Druga fala uderzyła jednak już na początku jesieni.

Kiedy we wrześniu zaczęły pojawiać się ogniska choroby, Słowenię ucieszyła historyczna wiadomość: kraj stał się mocarstwem kosmicznym! No, może jeszcze nie mocarstwem, ale dołączył do peletonu państw w wyścigu kosmicznym. Dokładnie 3-go września, pamiętnego 2020 roku pierwszy całkowicie słoweński satelita został wyniesiony na orbitę okołoziemską przez rakietę ESA. Sukces jest tym większy, że rakieta Vega wzięła na pokład od razu dwa słoweńskie urządzenia: lublańskiego mikrosatelitę NEMO-HD oraz mariborskiego nanosatelitę TRISAT. Oba rozpoczęły sześcioletnią misję.

Kosmonautyka ma w Słowenii długą tradycję. Pionierem tej dziedziny nie tylko w Słowenii, ale na świecie był oficer CK armii, inżynier Herman Potočnik ps. Noordung. W nowatorskiej, wydanej w 1929 roku pracy “Problem podróży kosmicznych – silnik rakietowy”, jako pierwszy naukowiec rozważał możliwość umieszczenia stacji kosmicznej na orbicie geostacjonarnej. Jego książka była pierwszą kompleksową analizą załogowych lotów kosmicznych i przyczyniła się do rozwoju światowej kosmonautyki.

Myślę, że problem załogowych lotów kosmicznych pojawił się jako pierwszy w umyśle Słoweńca całkowicie nieprzypadkowo.

Wróćmy jednak na Ziemię. Druga fala pandemii okazała się dla Słowenii prawdziwym tsunami. Od końca października codziennie notuje się od 1,5 do 2 tys. zakażeń i 40-50 zgonów. Przy czym Słowenia ma 20 razy mniej mieszkańców niż Polska. Jasnym jest, że sytuacja przestała być wesoła.

Nastroje w społeczeństwie dodatkowo psują chaotyczne działania władz. Od ponad miesiąca kraj jest całkowicie zamknięty, działają jedynie sklepy z artykułami pierwszej potrzeby. O ile w czasie pierwszej fali rząd spisał się bardzo dobrze i w ciągu dwóch miesięcy udało się całkowicie zatrzymać ekspansję wirusa, tym razem nawet drastyczne obostrzenia nie przynoszą skutku.

Oburzenie na działania władz słychać było z początku jedynie wśród wyznawców teorii spiskowych. Wkrótce jednak dołączyli polityczni przeciwnicy rządu, a zaraz po nich przedsiębiorcy. Rząd na protesty reagował zaostrzaniem stanowiska. Epidemii to jednak nie zatrzymało. W końcu o nieskuteczności strategii zaczęli publicznie mówić nawet epidemiolodzy z państwowych instytutów oraz minister gospodarki. W swojej wspaniałomyślności władza zapowiedziała luzowanie obostrzeń, by dwa dni później straszyć całkowitym lockdownem.

Rząd stąpa po cienkim lodzie, ponieważ oprócz kosmologii istnieje w Słowenii także inna tradycja. Tradycja buntów i powstań chłopskich.

W późnym średniowieczu i na początku ery nowożytnej przez tereny dzisiejszej Słowenii kilkakrotnie przechodziły armie rozjuszonych parobków. Zostawiali za sobą zgliszcza zamków i pałaców oraz splądrowane piwnice. Podobnie w czasie II wojny światowej, ruch narodowowyzwoleńczy był ściśle związany z rewolucją socjalistyczną. Słoweńcy są co prawda cierpliwi, ale ta cecha ma swoje granice i zwykle przeradza się w zaciętość. Kiedy w 1991 roku republika ogłosiła niepodległość, walki z oddziałami Jugosłowiańskiej Armii Ludowej trwały zaledwie 10 dni.

Buntowniczy duch i rozwój kosmicznych technologii mogą wyznaczyć kolejne kamienie milowe w historii zarówno słoweńskiej astronautyki, jak i stosowanej myśli politycznej. Mam wrażenie, że wystarczy jeszcze kilka tygodni nietrafionych decyzji w walce z pandemią, a będziemy mieli kolejny etap misji kosmicznej: próbny lot załogowy na Księżyc. A potem? Cóż, potrzebne będą nowe wybory.

Damian Buraczewski

Ze Słowenią związany od 2011 roku. Prowadzi blog SlovVine.com wybrany Winiarskim Blogiem Roku 2019 magazynu Czas Wina. Jego teksty o Słowenii ukazały się na łamach Tygodnika Powszechnego, Tygodnika Przegląd i Czasu Wina.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.