Listy ze Słowenii #16. Jestem fajfoklokiem

5 min. czytania
filiżanki z herbatą czarną sypaną

Kawosze mają w Słowenii raj. Miłośnicy herbaty – piekło

Alpy, ciepłe morze i język tak podobny do polskiego, że nawet największe lingwistyczne antytalencie nauczy się go w pół roku, czego sam jestem najlepszym przykładem. Słowenia wydaje się ziemskim rajem, w którym lazurowe potoki przecinają górskie wąwozy, a kwietne fontanny wylewają się z okien i balkonów domów. Jednak codzienność w tym słowiańskim Hobbitonie może zaskoczyć.

Normalnej herbaty nie mają – powiedziała małżonka, wypakowując torby z cotygodniowymi zakupami.

Normalnej, czyli sypanej, z zasuszonych liści, a nie poprodukcyjny miał zapakowany dla niepoznaki w papierowe torebki lub sprasowany do postaci granulek. Niewiele jest tradycji rodzinnych, które tak uparcie pielęgnujemy, jak porządna mieszanka herbaciana mojej babci. A do niej potrzebna jest zarówno liściasta herbata English Breakfast jak i aromatyczny Earl Gray.

Pokiwałem z politowaniem głową nad pogarszającym się wzrokiem żony, bo supermarket w Nowej Gorycji jest świetnie zaopatrzony. W kolejnym tygodniu zaparkowałem metalowy wózek przed regałem z napisem ČAJ. Kilka półek w pionie, a na długość około trzydzieści metrów kolorowych opakowań herbat. – Nie ma herbaty! – zakpiłem jeszcze w myślach i zacząłem poszukiwania. – Nie ma herbaty! – pomyślałem panicznie, gdy po dłuższym czasie mój wzrok po raz kolejny uparcie przeglądał półki. Wszystko pakowane w torebki! W domu zaczęło się racjonalizowanie resztek zapasów, a do rodziców powędrowała prośba o wysłanie w następnej paczce kilku opakowań prawdziwej herbaty.

Prawdziwej, czyli czarnej. Jak już pisałem we wcześniejszej korespondencji, w Słowenii nawet w wiejskim barze dostaniemy świetną kawę w przystępnej cenie. Kawa jest napojem dla mas. Pije się ją bez celebracji jaka towarzyszy małej czarnej w Polsce.

Co innego herbata. To napój dla wybranych. Tajemniczy ceremoniał i niełatwy smak zrozumiały jedynie dla koneserów.

Tylko niektóre kawiarnie mogą pochwalić się ofertą czarnej herbaty, a i tak najczęściej jest to niewyszukana ekspresowa, za którą trzeba zapłacić ponad 2€ (dwukrotnie więcej niż za kawę). O zielonych, czerwonych czy żółtych wynalazkach niewielu tu słyszało, a jeszcze mniej próbowało. Natomiast czarna herbata jest dla Słoweńców zbyt mocna i jeśli już ją piją, dodają do niej mleko. Moja znajoma, podróżując pociągiem do Warszawy, poprosiła w Warsie o herbatę z mlekiem. Jakież było jej zdziwienie, gdy zamiast bawarki otrzymała mleczną kawę. Nie mniej zaskoczony był kelner, gdy wyjaśniła mu, że się nie przesłyszał i prosiła o herbatę z mlekiem.

Herbaty, które pija się w Słowenii to różnego rodzaju ziółka. Najczęściej jest to mięta z torebki, serwowana z miodem i cytryną (ponad 2€ w kawiarni) oraz kultowa mieszanka “planinski čaj” czyli herbatka z połonin. Górski specjał nie ma ustalonego standardu i w zależności od regionu jego smak może się różnić, czasem nawet zasadniczo. Nigdy jednak nie wykracza jakością poza poziom ciekawostki, na którą moja nizinna dusza wciąż nie jest przygotowana.

Sprawa jednak nie jest tak beznadziejna jak mogłoby się wydawać. Kurier przychodzi zwykle na czas. A w Nowej Gorycji działa też prawdziwa herbaciarnia! Z prawdziwą herbatą! Co prawda, klienci głównie zamawiają w niej kawę, na szacunek zasługuje jednak prometeuszowski upór, by mieć w ofercie herbatę. Mam tylko nadzieję, że z powodu epidemii lokal nie zostanie wkrótce zlikwidowany.

Damian Buraczewski

Ze Słowenią związany od 2011 roku. Prowadzi blog SlovVine.com wybrany Winiarskim Blogiem Roku 2019 magazynu Czas Wina. Jego teksty o Słowenii ukazały się na łamach Tygodnika Powszechnego, Tygodnika Przegląd i Czasu Wina.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.