MultiPass, abonament lotniczy Wizz Air

Czy abonament na podróże lotnicze może się opłacać?

Początek

MulitPass linii Wizz Air ma nieco wad i kilka zalet. Najważniejsza z nich to nie potencjalne oszczędności ani wygoda, lecz rodzące się, łobuzerskie poczucie przygody

Dostaliśmy w redakcji testowy dostęp do programu subskrypcyjnego MultiPass linii Wizz Air. Sam pomysł nie jest innowacyjny – wszyscy mamy go przećwiczonego na Netflixie, HBO i podobnych – nowością jednak jest zastosowanie go w usługach lotniczych. Abonament na latanie?

Zasada jest prosta. Przez pół roku (tyle trwa minimalny okres umowy) co miesiąc płacisz stałą kwotę i możesz odbyć jeden lot w miesiącu na dowolnym kierunku, startując z polskich lotnisk (będących w siatce przewoźnika).

Założenie jest takie, żebyś nie musiał się już kłopotać ceną biletów, wyszukiwać okazji, dopasowywać dat. Możesz wybrać plan abonamentowy obejmujący lot w jedną stronę (któremu nie wróżę wielkiej popularności) lub w obie. W pierwszym przypadku opłata to 239 zł miesięcznie, w drugim 478 zł. Mówimy jednak o tzw. przewoźniku niskokosztowym, więc za tę kwotę możecie polecieć jedynie z mikroskopijnym bagażem podręcznym. Jeżeli to dla Was zbyt mało, jest też opcja z nieco większą “pokładówką” (344 zł/688 zł), a także z bagażem rejestrowanym (411 zł/822 zł). A nawet plan uwzględniający wszystkie przywileje, dość już kosztowny (516 zł/1032 zł).

Dla kogo tak naprawdę jest MultiPass? Przede wszystkim dla tych, którzy podróżują regularnie.

Czyli przynajmniej raz w miesiącu. Opcja może być kusząca, gdy celujecie w dalsze, a więc droższe kierunki (Wyspy Kanaryjskie, Madera, Islandia, Abu Zabi). Atrakcyjność abonamentu rośnie w wakacyjnym sezonie, gdy ceny zaczynają wariować. Kilka dni temu widziałem, że za lot z Warszawy do Londynu przewoźnik liczył sobie 1300 zł za podróż w jedną stronę! Przy najtańszej lub pośredniej wersji abonamentu MultiPass, jest duża szansa, że będzie się on bardziej opłacał niż bilety kupowane w wakacje, i to nawet na te bliższe kierunki.

Oczywiście łowcy cenowych okazji, znający tajniki rynku lotniczego i wiedzący gdzie i jak szukać prawdziwych hitów, uznają że prawie pięćset złotych to zbyt dużo i że można wyłowić w odmętach internetu coś bardziej atrakcyjnego. Tyle że takich osób jest garstka i to zapewne nie o nich Wizz Air myślał, tworząc ofertę.

Przewoźnik asekuruje się zaznaczając, że przeznacza maksymalnie 15 proc. miejsc w samolocie dla pasażerów z MultiPass.

A to oznacza, że mimo abonamentu nie masz stuprocentowej pewności, że uda ci się dokonać rezerwacji na wybrany lot. Ryzyko nie jest może specjalnie duże (te 15 proc. to jakieś 35 miejsc), trzeba jednak brać je pod uwagę.

Przy swoich ograniczeniach abonament lotniczy raczej nie zrobi furory i nie wróżę mu tak szerokiego sukcesu, jaki był udziałem platform streamingowych. Dla mnie potrafi on jednak dać coś, o co dziś już nie tak łatwo.

Gdy tak sobie bowiem siadłem przy systemie MultiPass, poczułem rosnący dreszczyk ekscytacji, który pamiętam z dzieciństwa.

Leżąc wówczas na dywanie, spędzałem godziny wertując atlas świata. Moje podróże – palcem po mapie – były niczym nieograniczone. Wędrowałem do miejsc, które urzekały nazwami (Timbuktu, Hindukusz, Karakorum). Niemal wszystko było możliwe. Czysta łobuzerska przygoda: może by wybrać się tam, a może tu, albo przejść pustynię lub przepłynąć ocean?

Przy zachowaniu proporcji, siedząc teraz przed wyszukiwarką lotów słyszę echo tamtych przeżyć. Gdy masz już wykupiony abonament, przestajesz bowiem myśleć o cenach, okazjach i racjonalności wyboru. Odpada ci czasochłonne przeszukiwanie ofert i próby zgrania najtańszych połączeń. Masz przed sobą kilkadziesiąt miejsc, od których dzieli cię tylko decyzja, by wyruszyć z domu. Oraz świadomość, że przez najbliższe pół roku możesz podróżować do sześciu miast, które po prostu nawiną ci się pod palec. Wybór staje się swobodny, bo nie bierzesz już pod uwagę cen.

I tak właśnie radzę Wam podchodzić do nowej oferty Wizz Aira. Przestać kombinować, że musicie lecieć tam, gdzie jest najdroższe połączenie, by wydatek się skalkulował. Jakie to ma w zasadzie znaczenie?!

Po prostu się tym bawcie, jak dzieciak, który w wyobraźni wybiera się w daleki świat. Lubicie Wiedeń jesienią i już trochę za nim tęsknicie? Proszę bardzo. Abu Zabi brzmi jak magiczne zaklęcie? To wystarczający powód. Marrakesz? Zawsze!

Pozostaje czysta radość wyboru, dziecięca radość podróżowania. Kiedy ostatni raz ją czuliście?


Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

O nas

W redakcji Travel Magazine wierzymy, że uważne podróżowanie potrafi zmienić rzeczywistość na lepsze. Jest przecież jedną z form opowiadania o świecie. A to z opowieści biorą się wszystkie zmiany. Z opowieści rodzi się wiedza.

Najnowsze wywiady

Newsletter

Aktualności, inspiracje, porady.

Liczba tygodnia

Don't Miss