hvar

Chorwackie powidoki. Uciekamy przed jesienią, powracając do letnich podróży

Początek
przeczytasz w mniej niż 7 min.

Niewiele miejsc pozwala obcować ze śródziemnomorską kulturą, kuchnią i przyrodą w takim stopniu, jak słynąca z krętych dróg i lawendy chorwacka wyspa Hvar

Odurzeni wielogodzinną podróżą docieramy o świcie do naszego ulubionego kempingu na chorwackim Hvarze. Leży przy niewielkiej zatoczce, kilka kilometrów od Vrbovskiej – mieściny o rybackich tradycjach. Do porannego śpiewu ptaków rozpinamy hamaki i dosypiamy nieprzespaną noc w cieniu sosnowych koron. Budzi nas harmider: ktoś wyciąga rondle, ktoś relacjonuje wieści ze świata, kto inny pakuje się do wyjazdu. Na wpół przytomni idziemy po rozgrzanych kamieniach do brzegu morza. Skaczemy do lazurowej toni. Pierwsze dni schodzą na syceniu się „nicnierobieniem” przerywanym kąpielami w wodach rześkiego Jadranu. Adriatyk bowiem pomiędzy skałami chorwackich wysp nigdy nie rozgrzewa się nadmiernie.

Wieczory spędzamy w kempigowej konobie, czyli tawernie, gdzie do dźwięku cykad delektujemy się bevandą – mocno schłodzonym winem zmieszanym z wodą.

Winorośl uprawia się na terenach dzisiejszej Chorwacji przynajmniej od czasów Rzymian, dopiero od niedawna zyskuje ono jednak uznanie winnych znawców / fot. A. Szojer

Zamawiamy któreś z chorwackich klasyków, które skropione lokalną oliwą, nigdy nie rozczarowują. Podana prosto z rusztu makrela jest soczysta i aromatyczna. Dorada pachnie orzeźwiająco morzem. Choć uwielbiamy polską kiełbasę, w letni wieczór przegrywa konkurencję z doprawionymi czosnkiem i papryką ćevapčići – mielonym mięsem podawanym w formie podłużnych klopsów. Kelner już wie, że nie obędzie się bez dodatkowej porcji ajwaru, paprykowo-bakłażanowej pasty uwypuklającej smak mięsa. Na szczególne okazje, zazwyczaj raz na cały pobyt, zamawiamy jagnięcinę z „peki”, czyli z żaru. W bałkańskich krajach przyrządza się ją w kamiennych piecach opalanych liściastym drewnem. Jagnięcinie, delikatnej i przesączonej zapachem tymianku i rozmarynu, towarzyszą ziemniaki przypieczone na jej tłuszczu.

***

W kolejnych dniach potrzeba lenistwa powoli ustępuje żądzy ruchu.

W pierwszą podróż na przywiezionych z Polski rowerach wybieramy się do nieodległej miejscowości o pięknie słowiańskiej nazwie Vrbovska. Harmonijną zabudowę słabo znanego wśród turystów miasteczka przecina wrzynający się w głąb lądu kanał, którego brzegi łączą kamienne mosty o niebagatelnej urodzie. Ogródki portowych kawiarni od wczesnych godzin zapełniają miejscowi, sączący espresso bądź mocno schłodzone piwo. Lodziarnie rozstawiają stoiska, by przyciągnąć poszukujących ochłody turystów sladoledami. Dziadzio niestrudzenie sprzedaje własnej roboty oliwę oraz pozbierane z sadu smokvy, czyli pełne słonecznej słodyczy figi. W tym nie tłocznym miejscu czujemy, że czas zatrzymał się we właściwym momencie.

Kupujemy arbuza i wielką pakę orzechowych andrutów marki Kraš, które skradły nasze głodne cukru serca. Wspinamy się jeszcze na skalny garb miasta, który przyciąga oko wyrastającą z kościelnego dachu kamienną dzwonnicą. Po drodze zaglądamy na zacienione murami placyki, na których bawią się dzieci pod czujnym okiem kontemplujących sens życia staruszków.

***

Kiedy rozpocznie się odkrywanie wyspy, nie sposób już się zatrzymać. Drogi otulone sosnami prowadzą do wiosek, tawern, kamiennych wież i domów porzuconych przed wiekami. Rozpieszczają nas figowe drzewa, oferujące pod koniec sierpnia napęczniałe od słodyczy owoce, których nikt nie zbiera, więc służą turystom i ptakom.

Widok na drogę. Wyspa Hvar. Chorwacja
Wyspa Hvar opleciona jest przyjemnymi drogami prowadzącymi do najodleglejszych zakątków / fot. A. Szojer

Wybieramy się ku opuszczonej wiosce Humac, odległej od nas o kilkanaście kilometrów. Po minięciu zatoki Jelsy droga wspina się zygzakiem pośród stromych zboczy wyspy, przypominając nam pierwszą hvarską wyprawę sprzed lat, kiedy klaksonem anonsowaliśmy zbliżanie się do każdego zakrętu górskich dróg. Już po paru minutach gwarna Jelsa pozostaje wspomnieniem i towarzyszą nam jedynie skały po prawej i lazur morza po lewej. Sycimy się poczuciem odosobnienia.

Osadzony na wzgórzu Humac stanowi nieme wspomnienie pasterskiego życia na wyspie, zanim jeszcze głównym źródłem dochodu stała się turystyka.

Wijąca się ścieżka prowadzi wśród kamiennych domów pozrastanych ze sobą niczym jedna wielka rodzina, pośród których tkwią zdziczałe figowce. Zrywając nasze ulubione owoce dostrzegamy po raz pierwszy ich zróżnicowanie wynikające z odmiany, a może wieku drzew. Miękkie, zielone aż pękają od słodyczy, fioletowe orzeźwiają i pozostawiają cierpki posmak w ustach.

Wyspa Hvar, Chorwacja. Opuszczone wioski pasterskie
Humac jest jedną z kilku opuszczonych wiosek pasterskich, wyspa Hvar / fot. A. Szojer

***

Opuszczając wioskę zaglądamy jeszcze do umiejscowionej na jej skraju konoby. Zniechęceni cenami, postanawiamy jednak przeznaczyć nasze kieszonkowe na degustację win cieszącej się dobrymi opiniami winiarni Braci Plančić.

Choć, jak opowiada jej współwłaściciel Mario, wina wytwarzano na Hvarze od niepamiętnych czasów, produkcja jakościowych trunków powraca na wyspę od niedawna.

Pragnienie lepszego zrozumienia, czym różnią się jakościowe trunki chorwackie od wszechobecnego w tutejszych sklepach wina marki wino, próbujemy asortymentu odtworzonych winnic. Spośród tych wytwarzanych z lokalnych szczepów, najbardziej smakują nam wina Pharos. Sącząc orzeźwiające rosé, dowiadujemy się o rzekomym pochodzeniu nazwy wyspy od greckiego pharos (latarnia morska). Słuchamy historii odtwarzania winnej kultury na najbardziej słonecznej dalmatyńskiej wyspie, delektując się kroplami najszlachetniejszego trunku Grand Cru, który zestawiony z kawałkami owczego sera i oliwkami smakuje wyjątkowo. Zainspirowani, a może rozmarzeni siłą pasji takiej, jak braci Plančić i zaopatrzeni w kilka butelek trunku pedałujemy w stronę naszego biwaku.

***

Przestraszeni doniesieniami o nieoświetlonym tunelu, który czeka nas na drodze na drugą stronę wyspy, na kolejną wyprawę wybieramy się samochodem.

Naszym celem jest swojsko brzmiąca wioska Sveta Nedilja, z której pragniemy zdobyć najwyższy szczyt Hvaru o równie swojsko brzmiącej nazwie Sveti Nikola. W tych nazwach kryje się urok Chorwacji, która oferując iście śródziemnomorski klimat i kulturę, przemawia do nas po słowiańsku. Parkujemy pod sosną i w upale szukamy ścieżki na szczyt. „Sveti Nikola?” – napotkany staruszek potwierdza, że zmierzamy we właściwym kierunku. Wspinamy się, a za nami rozpościerają się coraz wspanialsze widoki na Adriatyk i sąsiednią wyspę Korčulę.

Wyspa Hvar, góra św. Mikołaja, najwyższy szczyt
Wyspa Hvar to nie tylko plaże i zatoczki, ale też góry. Szczyt św. Mikołaja (Sveti Nikola) jest pośród nich najwyższy / fot. A. Szojer

Po dotarciu do grani gór przecinających wyspę z ulgą odkrywamy zabudowę przypominającą tawernę. Spragnieni i głodni dołączamy przy stole do zawianych chorwackich rezerwistów. U dolewającego im wina staruszka zamawiamy talerz sera i wędlin. Podane z oliwą i pomidorami prosto z pola okazują się najsmaczniejszym posiłkiem, jaki jemy na wyspie. Delikatna, łagodna, niemal słodka oliwa z wyspy Hvar jest wyjątkowym rarytasem. Na szczęście nieznanym jeszcze szerzej kulinarnemu światu, więc wciąż za bezcen kupuje się ją od lokalnych wytwórców.

Posileni docieramy na szczyt, z którego w ten bezchmurny dzień wybrzeże dalmatyńskie mamy jak na dłoni. Sycimy się widokiem na niekończący się błękit poprzecinany garbami kamiennych wysp.

***

Jedno popołudnie poświęcamy na wycieczkę do ulubionych przez nas miejsc opuszczonych i odrobinę tajemniczych. Do takich należą usadowione na górskich zboczach Velo i Malo Grablje. Pedałując przez nieliczne płaskie tereny wokół Starego Gradu, ponownie wznosimy się wzdłuż zboczy, wcinając się w krajobraz roztaczający się wokół.

Wapienie skał, sosnowe lasy, błękit morza kreują widoki tak nieskazitelnie piękne, że kilkunastokilometrowa droga zajmuje nam ponad dwie godziny.

W końcu zatrzymujemy się obok gospody „Alivia”, do której później wrócimy na czarne risotto z mątwą i zaskakujący ogórkowy chłodnik z mango. Tymczasem jednak wędrujemy na niewielkie wzniesienie nieopodal, by mieć całą panoramę dla siebie. Do Velo Grablje mamy już tylko kilka chwil przyjemnego zjazdu. Zbudowana z kamienia osada jest dziś niemal opuszczona, a dawne życie, które toczyli tu pasterze lub rolnicy jest już tylko odległym wspomnieniem. Jak w wielu podobnych miejscach śródziemnomorskiego świata, wioski te pozostały atrakcją dla wędrowców poszukujących odosobnienia i ciszy. Dziś pomiędzy kamiennymi domostwami wyrastają zdziczałe figowce, których dorodne owoce wykradamy na drogę powrotną od żądnych słodkiego nektaru pszczół i os.


Wyspa Hvar – jak się tu dostać

  • Jeżeli zdecydujesz się na podróż lotniczą, najbliższym lotniskiem jest Split. Można do niego dolecieć między innymi linią Wizz Air. A w sezonie – gdy bilety są najdroższe – warto rozważyć usługę abonamentu Wizz Air MultiPass, dzięki której lot odbywa się po stałej cenie. Płacąc raz na miesiąc przez pół roku stałą sumę (od 239 zł), możesz lecieć z Polski w dowolne miejsce znajdujące się w siatce połączeń przewoźnika. Więcej o Wizz Air MultiPass pisaliśmytu.
  • Dalej możesz podróżować bezpośrednim promem ze Splitu do Starego Gradu (wyspa Hvar). W sezonie warto zarezerwować z wyprzedzeniem na stronie jadrolinija.hr.
  • Z rowerami na dachu lub na haku tańszą opcją będzie prom z Drvenika do Sućuraju na południowym krańcu wyspy.

Gospody (konoby) godne uwagi:

  • Alavia w pobliżu Velo Grablje – świetnie podane lokalne potrawy
  • Maslina we Vrisniku – lokalne specjały z widokiem
  • Bistro Davor Zavala – wyśmienite dania kuchni włoskiej i potrawy z grilla tuż obok przyjemnej plaży kamienistej
  • Kolumbic (Hvarcienda) przy szczycie Sv. Nikola (można podjechać stromą żwirową drogą samochodem) – deski serów i wędlin
  • Sprzedawcy domowej oliwy, wina i rakiji – wzdłuż głównych dróg, w miasteczkach.

Gdzie nocować:

  • Atrakcyjniejsza turystycznie jest północna część wyspy (okolice miasta Hvar i Stari Grad) – liczne pola namiotowe, kwatery prywatne oraz miejsca luksusowe

Porady turystyczne:

  • Propozycje tras rowerowych.
  • Biura informacji turystycznej w Hvarze, Vrboskiej, Jelsie – mapy i przydatne porady.

Aleksander Szojer

terapeuta i trener, którego pasją jest odkrywanie miejsc, potraw oraz ludzi, którzy je przyrządzają. Większość swojego czasu spędza w podróżach służbowych tym bardziej doceniając powroty do domu i bliskich. Ślązak i globtroter, co obrazują jego książki "Moja babcia gotowała dla Gierka" oraz "Japoński rok od kuchni" (stworzona wraz z Anną Jassem i sześcioma japońskimi kucharzami).

1 Comment

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.