Jak zostać padalcem. Listy ze Słowenii #36

5 min. czytania

Odkąd przeprowadziłem się do Słowenii, marzyłem, by zostać padalcem

W drodze do Nowej Gorycji jeszcze ich nie było. Widocznie wciąż było zbyt wcześnie. Słońce nie grzało wystarczająco mocno, żeby zachęcić ich do aktywności. Zatrzymałem samochód na skrzyżowaniu i czekając na zielone światło spojrzałem na masywne cielsko góry przede mną. Trnovski gozd wznosił się niemal pionową ścianą na pół kilometra nad Dolinę, wyznaczając północną granicę świata śródziemnomorskiego.

Kiedy wracałem z miasta raz jeszcze spojrzałem na ciemnozielony masyw. Jednak góra wyglądała na uśpioną i martwą.

– Dzisiaj ich chyba nie zobaczymy – powiedziałem do żony, lecz w tym samym momencie na tle nieba dojrzałem charakterystyczną sylwetkę. Po chwili zauważyłem kolejnego, który wciąż chował się na tle ciemnego lasu.

– Tam jest jeszcze jeden, tam wysoko! – żona wskazała palcem punkcik na niebie.

Po chwili naliczyliśmy ich już pięciu. Kolorowe skrzydła zataczały kręgi w powietrzu i wzlatywały wciąż wyżej i wyżej. Po chwili barwne rogale zaczęły znikać i widać było już tylko niewielkie kropki na niebie. Paralotniarze. Po słoweńsku pilot paralotni to „padalec”, a skrzydło nazywa się „padalo”.

Paralotniarstwo jest w Słowenii bardzo popularnym sportem. W kraju jest wiele odpowiednich miejsc do latania. Najbardziej znanym jest Dolina Soczy (Tolmin, Kobarid). Coraz modniejszym punktem jest także Lijak, który mijam w drodze do Nowej Gorycji. Położenie między Adriatykiem i Alpami sprawia, że latać można tu przez ponad 300 dni w roku! Warunki są stabilne i odpowiednie nawet dla początkujących pilotów. Ciepłe powietrze znad morza wdziera się do doliny z zachodu. Napotykając masyw Trnovski gozd, zaczyna unosić się do góry tworząc komin powietrzni. Doświadczeni piloci są w stanie zrobić wycieczkę nad Alpy.

Rekordowy lot na paralotni w Słowenii wyniósł 302 kilometry i w 2020 roku został wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa jako najdłuższy lot na świecie z lądowaniem w miejscu startu (a właściwie w pobliżu).

Najczęściej jednak paralotniarze latają blisko masywu, gdzie warunki są przewidywalne, a widoków nie brakuje. By sycić z wysoka wzrok Alpami Julijskimi, Dolomitami na zachodzie i Morzem Adriatyckim na południu, trzeba zacząć od podstaw. Początkowe próby postawienia skrzydła i oderwania się od ziemi prowadzone są na szybowcowych „oślich łączkach”. Opanowanie paralotni prostą sprawą wcale nie jest. Pierwsze starty często kończą się efektowną wywrotką. Dopiero po opanowaniu techniki startu i lądowania, można przejść na, dosłownie, wyższy poziom. Kurs podstawowy kończy się pierwszym, samodzielnym lotem ze szczytu góry pod okiem instruktora. To jednak wciąż za mało, żeby bezpiecznie latać samodzielnie. Potrzebny jest kolejny kurs zakończony egzaminem i zdobyciem licencji lotniczej.

W drodze do Nowej Gorycji widok kolorowych skrzydeł krążących nad Doliną jest powszechny. Mimo to, zawsze z zachwytem szukam na niebie paralotniarzy. Może któregoś dnia również odważę się zostać „padalcem”? Póki co, kibicuję żonie…

Damian Buraczewski

Ze Słowenią związany od 2011 roku. Prowadzi blog SlovVine.com wybrany Winiarskim Blogiem Roku 2019 magazynu Czas Wina. Jego teksty o Słowenii ukazały się na łamach Tygodnika Powszechnego, Tygodnika Przegląd i Czasu Wina.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.