Pocisk z ryżu. Co jeść na Sycylii

4 min. czytania

Szukam ich zaraz po przybyciu na Sycylię i w ostatnich godzinach pobytu na wyspie. Arancini wyznaczają rytm moich włoskich podróży

To już rytuał. Stawiam stopę na sycylijskiej ziemi i szukam złotych pocisków z ryżu. Lubię, gdy są moim pierwszym i ostatnim posiłkiem na włoskiej wyspie. Wyznaczają początek i koniec letniej podróży. Są jak synonim wakacji.

Szukam ich, wiedząc, że na Sycylii można dostać smaczniejsze i bardziej wyrafinowane dania. Nie oznacza to, że arancini są niesmaczne – ale to tylko kulki z ryżu smażone w głębokim tłuszczu. Kaloryczne, dobrze zaspokajające głód, jednak raczej nie śniące się po nocach wygłodniałym smakoszom.

O tę prostotę tu jednak chodzi. Po smażoną przekąskę sięga się w trakcie wakacyjnych dni, gdy czujesz pierwszy głód, a do pory kolacji jest jeszcze daleko (tym bardziej, że Włosi nie siadają do niej zanim się nie ściemni). Można ją przegryźć w krótkiej przerwie w zwiedzaniu lub siedząc na plaży. Albo zatrzymać się na chwilę podczas samochodowej podróży w przydrożnym barze, do którego nigdy się już pewnie nie wróci. Lubię też przysiąść po prostu na miejskich schodach lub nawet krawężniku i tłuszcząc sobie palce, wcinać ten ryżowy pocisk patrząc przy tym na toczące się obok życie.

Arancini są arabskimi dziećmi. Jego historia sięga X wieku, gdy zarówno ryż jak i szafran pojawił się na Sycylii wraz z przejęciem wyspy przez Arabów.

W Palermo danie nazywane jest arancina, przybierając rodzaj żeński (w liczbie mnogiej arancine), na przeciwległej stronie wyspy występuje w rodzaju męskim – arancino (arancini to liczba mnoga). A Sycylijczycy lubujący się w wyspiarskim dialekcie, używają nazwy arancinu. Niezależnie od rodzaju, liczby i końcówek, wszystkie określania znaczą jednak to samo: “małe pomarańcze”.

I rzeczywiście, arancini je przypominają. W klasycznej wersji są okrągłe, jakby zerwano je prosto z drzewa, ciemno-żółte, wręcz złote. Wielkość bywa różna, bo tę przekąskę zawsze formuje się ręcznie. Zazwyczaj najbliżej im do rozmiarów piłki tenisowej. Miewają też formę trójkątną, wzorowaną ponoć na stożku Etny.

Uformowany w kulkę ryż kryje we wnętrzu ser, mieloną wołowinę, często pastę z zielonego groszku. A bywa, że wszystko naraz. Kula obtaczana jest w tartej bułce i wrzucana do wrzącego oleju. To wszystko.

Jeżeli będziecie akurat w Palermo, zahaczcie o Bar Turistico, niedaleko portu, na via Simone Guli. Wbrew nazwie, to miejsce przyciąga mieszkańców sycylijskiej stolicy, choć i przyjezdnych tu nie brakuje (w tym Włochów z innych regionów kraju). Nie znajdziecie tu menu po angielsku czy niemiecku, ale nie będzie ono potrzebne. Wystarczy wypowiedzieć zaklęcie – arancini – by dostać jedne z najlepszych „ryżowych pomarańczy” na wyspie. I zjeść je przy plastikowych niebieskich stolikach, patrząc na bramę Sycylii: nigdy niezasypiający port.

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.