Kurtyzany, a może boginie? Lankijska tajemnica

5 min. czytania
półnagie kobiety na starożytnych freskach w sigirya, na Sri Lance

W swym nieskazitelnym pięknie te kobiety wydają się nierzeczywistymi zjawami z innego świata

Ciężkie, krągłe piersi, alabastrowa skóra, spokój lub lekkie ożywienie malujące się na twarzach, trochę wyniosłe spojrzenia. Eteryczne, prześwitujące ubrania lub półnagie ciała przyozdobione kosztowną biżuterią. Te freski mają niemal 1600 lat i są jedną z najstarszych, ale też najbardziej tajemniczych galerii starożytnego świata. Nieznani są ich autorzy, nie wiadomo też kim były przedstawione postacie.

W V wieku Sri Lanką rządził – dość twardą ręką – król Kassapa. To on przeniósł stolicę z Anuradhapury do położonej w centralnej części wyspy Sigiriyi. W 480 roku na szczycie ogromnej magmowej skały wzniósł okazały kompleks pałacowy. A w każdym razie tak uważa większość archeologów badających zachowane do dziś fundamenty.

Na ścianie skały, na wysokości około stu metrów, artyści stworzyli galerię rozciągającą się szerokim pasem na około 5600 metrów kwadratowych. Przedstawiała ponad 500 (tę liczbę znaleziono w dawnych zapiskach na skale, zostawianych przez gości i podróżników) półnagich kobiet o wąskich taliach.

Kim były te kobiety?

Ze świadectw wiadomo, że król Kassapa cieszył się haremem ponad 500 konkubin podziwianych za zmysłowość i egzotyczne piękno. Wielu badaczy uważa więc, że freski na skale w Sigiriyi przedstawiają właśnie kochanki króla. Misterna biżuteria, którą noszą oraz charakterystyczne tatuaże na szyi sugerują, że mogą one być członkami królewskiego otoczenia. Żonami, kochankami, córkami.

Wysunięto też koncepcję, że obrazy są wizerunkami apsar, czyli bogiń, które zstępując z niebios mają nieść błogosławieństwo dla króla i jego pałacu. Pytaniem pozostaje, czy – jeżeli rzeczywiście są to boginie – autorzy fresków nie inspirowali się konkretnymi kobietami z królewskiej rodziny lub haremu.

Jedno jest pewne – wszystkie ukazane są niezwykle zmysłowo. Trudno jednak dopatrzeć się w tych wizerunkach odniesień erotycznych. Malunki ze skały w Sigiriyi wydają się być stonowane. Ich autorom nie zależało na pokazaniu seksu, ani na budzeniu u widzów pożądania. Nieskazitelne piękno tych kobiet miało wywoływać czysty podziw, szacunek i zachwyt.

Z wizerunków pokrywających skalną ścianę pozostało dziś zaledwie dziewiętnaście postaci. Przetrwały te namalowane w skalnym zagłębieniu chroniącym przed wiatrem i deszczem, które unicestwiły większość starożytnego dzieła.

Technika wykonywania fresków wymusza na artystach pośpiech. Farbę można kłaść jedynie na mokrym tynku. Szybko wysychający podkład sprawia, że ewentualne błędy artystów są trudne do naprawienia. Pomyłki twórców sprzed niemal 1600 lat są więc na skale na Sri Lance wciąż widoczne.

Jedna z kobiet miała trzymać rękę na piersi. Malarz jednak nagle zmienił zdanie i narysował jej dłoń w innym miejscu. Pierwszy szkic próbował ukryć domalowując czerwoną szatę, kształt palców pozostał jednak zauważalny. Postać stojąca obok z kwiatem lotosu, ma natomiast przesunięte położenie kciuka. Takich szczegółów zachowało się więcej. Być może nie potrafiono ich naprawić, a być nie miały one większego znaczenia. Umieszczone wysoko na skalnej ścianie malunki oglądane były z dystansu, a więc trudne do wychwycenia.

Są niczym ślad ludzkiej niedoskonałości podkreślający boską nieskazietelność.

Redakcja

Travel Magazine to kreatywny i kulturalny magazyn o świecie. Podróżowanie jest jedną z form opowiadania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.