Własny sposób na podróżowanie

13 maja, 2023
przeczytasz w mniej niż 3 min.

Ten sposób na zwiedzanie sprawdzi się nawet w najbardziej obleganym miejscu

W naszym globalnym świecie narzekamy, że wszystko stało się identyczne. Każde miasto w Europie ma podobną strukturę. Na sieciowe sklepy i kawiarnie natkniemy się niemal w każdym zakątku globu. Po alejkach Lidla czy Tesco możemy wędrować niemal z zamkniętymi oczami, bo układ półek i rozkład towaru jest wszędzie identyczny. Niezależnie od tego, czy jesteśmy w Polsce, Grecji, czy Hiszpanii.

Nawet turystyczne pamiątki – większość zresztą produkowana w Azji i rozsyłana po świecie – w każdym miejscu są równie paskudne i mało sensowne. Swoją drogą, czy widzieliście kiedyś, by ktoś kupował te oferowane na placach większych miast świecące lotki, które imigranci wypuszczają wysoko w powietrze, licząc na zainteresowanie klientów? Od czasu, gdy kilka lat temu pojawiły się w ofercie, są popularne, choć ani razu nie widziałem, by ktoś je kupował. Wydają się być przedmiotem absurdalnym, pozbawionym jakiejkolwiek funkcji. Ale przecież, gdyby nikt tego nie kupował, nikt by też tego nie sprzedawał.

W tej globalnej identyczności pozostają jednak nienaruszone enklawy. Są nimi między innymi kody wizualne miast. Każdy kraj i miasto ma swój własny, odrębny wzór przestrzeni.

Mam tu na myśli znaki drogowe, tablice informacyjne i kierunkowskazy. Znaki poziome malowane na nawierzchniach, kolorystykę środków transportu publicznego, skrzynki pocztowe, kształt kiosków. Są one tak głęboko wpisane w tkankę miasta, że zazwyczaj jedynie przesuwamy po nich wzrokiem. Nasz mózg je jednak rejestruje. I przypisuje do danego miejsca.

Każdy mieszkaniec Warszawy bezbłędnie rozpozna granatowo-czerwone tabliczki z nazwami stołecznych ulic, a krakus minimalistyczny wzór z czarnym fontem na białym tle stosowany w jego mieście. Polscy kierowcy poczują się swojsko, widząc zielone tablice na drogach krajowych przy wjazdach do miejscowości. Widok żółtych lub pomarańczowych rejestracji na autach od razu mówi jasno, że oglądamy pojazd z Holandii, Wielkiej Brytanii lub Luksemburga. Skrzynki na listy w Portugalii są owalne, żeliwne i przykryte charakterystycznym daszkiem, a te w Hiszpanii atakują wściekle żółtym kolorem. Naszych kanciastych pudełek z metalu, jakich używa Poczta Polska, też przecież nie znajdziecie w żadnym innym kraju. Są na wskroś polskie.

Kod wizualny miasta to nie tylko znaki drogowe, tablice czy rodzaj skrzynek pocztowych, ale też twórcze modyfikacje zastanej przestrzeni – jak w przypadku prac słynnego Bansky’ego / fot. banksy.co.uk

Nawet ujednolicone – z oczywistych względów – znaki drogowe w rzeczywistości nieco się różnią. Muszą być czytelne dla każdego, ale to nie oznacza, że drobne różnice nie są dopuszczalne. Nieco inna czcionka lub wielkość cyfr, grubsza lub cieńsza obwódka, odrobinę odmienny odcień tła. Nie wspomnę już o znakach funkcjonujących jedynie w danym regionie. Tablica ostrzegająca przed kangurami przeskakującymi przez jezdnię przynależna jest tylko do jednego miejsca na świecie.

Lubię wędrować po obcych miastach i krajach i wyłapywać te drobne sygnały. Ich dostrzeżenie wymaga nieco uwagi, ale w końcu układają się w spójny kod.

Ciekawe jest to, że przewodniki turystyczne w ogóle się tym tematem nie zajmują. A w każdym razie ja na żaden taki nie trafiłem. W mnogości publikacji dotyczących niemal każdego aspektu podróżowania – można kupić nawet poradniki mówiące, gdzie należy zrobić zdjęcie, by zgarnęło dużo polubień na Instagramie – ten akurat wszyscy pomijają. Trudno gdzieś znaleźć historię kodu wizualnego danego miejsca lub poznać jego twórców i ich opowieści. Nikt o tym nie pisze.

Ma to jednak dobre strony. Nie masz wytyczonych szlaków, ani miejsc, które „trzeba zobaczyć”. Po prostu spacerujesz i gdzie się nie obejrzysz natykasz się na coś, co będzie interesujące. I zazwyczaj trafisz w zupełnie ignorowane przez turystów miejsca, położone z daleka od najbardziej znanych i zatłoczonych atrakcji.

Kod wizualny miasta ma też do siebie to, że jest wielowarstwowy. Na jedne wzorce nadpisywane są kolejne, często nieoficjalnie lub nielegalnie. Pojawiają się twórcze modyfikacje. Począwszy od dość banalnych vlepek, po dużo bardziej rozbudowane pomysły, jak na przykład przerobienie poziomej belki na znaku zakazu wjazdu w stół „Ostatniej wieczerzy”. Bądź słynne prace Banksy’ego, który często wykorzystuje zastane elementy miejskiego krajobrazu.

Poszukiwanie tego typu śladów potrafi zająć cały dzień. Może wyznaczać zupełnie niepowtarzalną i osobistą ścieżkę po mieście. I nawet jeżeli nie trafisz na dzieła słynnych ulicznych artystów, zobaczysz, że miasto żyje. A ty, przez chwilę – lub całe życie – jesteś jego częścią.

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

O nas

W redakcji Travel Magazine wierzymy, że uważne podróżowanie potrafi zmienić rzeczywistość na lepsze. Jest przecież jedną z form opowiadania o świecie. A to z opowieści biorą się wszystkie zmiany. Z opowieści rodzi się wiedza.

Najnowsze wywiady

Newsletter

Aktualności, inspiracje, porady.

Liczba tygodnia

To też ciekawe