Jesteś we Włoszech? Nie rób kanapek!

6 min. czytania
panini

We Włoszech po kanapki idziesz do spożywczego

W Pietrasanta nie wcelowaliśmy, jak to we Włoszech często bywa, z porą posiłku. Zjedliśmy późne śniadanie, więc przegapiliśmy godzinę lunchu, a gdy zgłodnieliśmy, według Włochów był już czas na drinka i kawę. W tym kraju obiad jest kolacją i nie podaje się go wcześniej niż o dwudziestej. A my byliśmy wściekle głodni o piątej popołudniu, gdy nikomu nie śniło się podawać żadnych posiłków.

Przeszliśmy wszystkie uliczki miasteczka, bary i kawiarnie były pełne, a stoliki zajęte. Przy każdym jednak popijano alkohol lub espresso, ewentualnie skubano coś słodkiego. Większość z tych osób dopiero ledwo co ocknęła się po sjeście, której święty czas myśmy roztrwonili ulegając przypadłości wszystkich turystów – zwiedzaniu.

Gdy byliśmy już gotowi jeść nawet suche wafelki od lodów, pośród wszystkich zamkniętych jeszcze na głucho restauracji, dostrzegliśmy otwarte drzwi sklepu spożywczego. I wiedzieliśmy już, że jesteśmy uratowani. We Włoszech bowiem w każdym spożywczym zrobią ci panini – pełną dodatków, treściwą kanapkę.

„Wchodzisz do piekarni, wybierasz chleb albo bułkę, zazwyczaj o szorstkiej, twardej skórce, która rani podniebienie. Z witryny obok wybierasz ser albo szynkę, z sąsiedniej – jakieś warzywo. „Pięć kaparów poproszę, kilka pasków smażonej papryki, osiem plastrów bakłażana i cukinii…” Wszędzie dokąd jechałem (…) zaopatrywaliśmy się w kanapki.”

pisał Jarosław Mikołajewski w Czerwonym śniegu na Etnie.

I tak to się właśnie odbywa. Nie ma rozpisanego menu, nie ma cennika, nie ma kuchennego stanowiska. Zwykła piekarnia, albo sklep, w którym sprzedaje się też pieczywo. Intuicja podpowiada, że tu się kupuje składniki, a nie przyrządzone posiłki, ale to myślenie jest Włochom obce. Wystarczy poprosić. Jedno słowo – panini­ – i już rozpoczyna się spektakl.

Komponujesz to, co byś chciał, wskazując po prostu palcem (jeżeli nie znasz włoskiego) kolejne składniki.

Czasem sprzedawca spyta, czy podgrzać ci kanapkę, zwykle jednak tylko zawinie ją w woskowany papier. To nie bar, by liczyć na gorące tosty. Kosztuje to nie za wiele, choć nigdy nie udało mi się ustalić, według jakiego cennika określana jest wartość tych bułek. We Włoszech nikt więc nie robi kanapek w domu. Bo i po co?

Panini darzy się tu prawdziwą miłością. Wielokrotnie byłem świadkiem, jak zawartość tych złożonych ze sobą kawałków chleba stawała się źródłem dyskusji, zachwytów, zazdrości.

Ten moment, gdy na plaży lub ulicznej ławce rozwijasz papier, a wszyscy twoi towarzysze z pasją godną odkrywców świata, zaglądają ci do kanapki… O mortadela, cudownie, popatrz, ja mam z tuńczykiem! Och, dali ci za mało kaparów, poczekaj, weź trochę moich. Wymienimy się połówkami? Ja mam z szynką… I tak dalej.

Zapisz się na nasz biuletyn z poleceniami kulturalnymi, wskazówkami dotyczącymi podróży i miejsc oraz podsumowujący najważniejsze wydarzenia na świecie – tak żebyś nie przegapił niczego, co ważne.

W sklepiku w Pietrasanta sprzedawczyni trochę przysypiała, gdy się jednak dobudziła, okazało się, że jest prawdziwą mistrzynią panini.

Przyrządzę wam nasz lokalny specjał – stwierdziła.

Gdy my zajmowaliśmy się oglądaniem makaronów, oliwy i herbatników na półkach, wyczarowała cuda z plastrami buraka i gruszką pomiędzy grubymi kawałami sera. Z zaplecza wyniosła dwa metalowe chyboczące się krzesła, usadowiła nas i postarała się jeszcze o kieliszki różowego wina robionego gdzieś tuż za miastem. Jedliśmy, przesuwając wzrokiem po metkach z cenami na słoikach i puszkach stojących przed naszymi nosami na sklepowej półce.

Czasem, jeżeli ma się trochę szczęścia, sklepy zamieniają się tu jednak w bary. W końcu to Włochy. Panini to tu poważna sprawa.

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.