“Nie jesteśmy Włochami”. Wenecja pragnie autonomii

Początek
11 min. czytania

Za malowniczymi obrazkami z Wenecji tlą się spory o autonomię i przyszłość miasta. Perła Włoch nie chce być tylko turystycznym świecidełkiem

Lista problemów, z którymi mierzy się Wenecja jest długa. Począwszy od regularnych powodzi naruszających cuda architektury, przez masową turystykę, z którą miasto dawno przestało sobie radzić, drastycznie spadającą liczbę stałych mieszkańców uciekających na inne tereny, aż po heroiczne próby ratowania weneckiej tożsamości.

Nie jestem Włochem, jestem wenecjaninem

Patriotyzm lokalny nabrał we Włoszech znaczenia w połowie XIX wieku. Wtedy to niezależne organy administracyjne połączyły się w jedną całość, zwaną od tamtej pory „Italią”. Nie bez powodu Camillo Cavour, pierwszy premier zjednoczonego w 1861 roku Królestwa Włoch, powiedział: Stworzyliśmy Włochy, a teraz musimy stworzyć Włochów. Brak poczucia wspólnej tożsamości był problemem od samego początku funkcjonowania państwa i z biegiem czasu nie przeminął.

gondole i vaporetto na canale grande w Wenecji
Wenecja stała się częścią Włoch dopiero w 1861 roku, wcześniej, przez ponad tysiąc lat będąc autonomicznym państwem i potęgą handlową / fot. Rafał Reyman

Do dziś mało który neapolitańczyk nazwie siebie Włochem, podobnie jak rzymianin czy sycylijczyk. Nie inaczej jest z wenecjanami. Nie tylko zdają sobie sprawę z własnej odrębności, ale też pamiętają złote czasy Republiki Weneckiej. I choć nie mówią tego otwarcie, większość uważa, że Wenecji nie przystoi być jedynie jednym z wielu włoskich regionów.

Mieszkańcy Serenissimy (Najjaśniejszej), jak zwykli nazywać swoje miasto, uważają, że to Włochy dołączyły do Wenecji, a nie odwrotnie. To przecież ona przez ponad tysiąc lat była autonomicznym państwem i potęgą na Morzu Śródziemnym. Zarządzała całą siecią połączeń handlowych i politycznych. Z kolei „Włochy” dopiero powstawały.

„Opłacanie sycylijskich leśników nie przystoi wenecjanom”

Językiem, którym mówili weneccy dożowie, posługiwano się na szeroko pojętym Wschodzie – handel i morskie podróże ułatwiały rozprzestrzenianie się weneckiego dialektu. Zresztą jego ślady wciąż można znaleźć w chorwackim, tureckim, czy arabskim.

Dzisiaj jednak mowa, która od początku XIX wieku rosła w siłę, powoli zanika. Mało która szkoła prowadzi lekcje weneckiego, a nawet jeśli – to w niewielkim wymiarze godzin. Bardziej jako ciekawostkę niż faktycznie ucząc. W mieście co jakiś czas odbywają się demonstracje, które mają zmusić ministerstwo oświaty do wprowadzenia weneckiego do kanonu przedmiotów szkolnych. Bezskutecznie.

łódki na jednym z kanałów w Wenecji
Wenecja ze swoim położeniem, kanałami i historią zawsze była inna niż reszta Włoch. Wyniki referendum z 2017 nie pozostawiają złudzeń: 98,1 proc. głosów oddano za autonomią dla Wenecji / fot. Rafał Reyman

Rozwiązaniem mogłoby być uzyskanie przez Wenecję statusu regionu autonomicznego. We Włoszech jest ich obecnie pięć: Dolina Aosty, Sardynia, Sycylia, Trydent-Górna Adyga i Friuli-Wenecja Julijska. Mają one szereg uprawnień, między innymi na polu edukacyjnym. W regionach autonomicznych prowadzona jest w szkołach regularna nauka języka lokalnego.

Ważniejsza jednak wydaje się być kwestia finansów. Niektóre regiony autonomiczne zostawiają sobie nawet 90 procent pobieranych podatków. Pozostałe 15 regionów włoskich mogą co najwyżej o tym pomarzyć – większą część z kasy oddają państwu. Coraz częściej mają przy tym poczucie, że utrzymują biedne prowincje, zamiast wpływać na rozwój swoich własnych. Socjolog Luca Ricolfi pisał wręcz, że opłacanie sycylijskich leśników nie przystoi wenecjanom.

Status regionu autonomicznego nadaje się przez wzgląd na uwarunkowania historyczne i obecność mniejszości narodowych na danym terenie. I wenecjanie za taką mniejszość się uważają.

Venexit. Weneccy separatyści w akcji

W 2014 roku przeprowadzono internetowe referendum, w którym wzięło udział 73 proc. weneckiego elektoratu. Łącznie ponad 2,3 mln osób, spośród których 89 proc. opowiedziało się za niepodległością Wenecji Euganejskiej. Głosowanie miało wymiar jedynie symboliczny, ale pokazało tendencje panujące nie tylko w samej Wenecji, ale i w całym regionie.

Na reakcje nie trzeba było długo czekać.

– Rada regionalna Wenecji Euganejskiej, z większością Legii i centroprawicy, zatwierdziła dziś uchwałę, która na nowo definiuje „naród wenecki” jako „mniejszość narodową” – pisał w 2016 roku dziennik La Stampa. Uchwała przewidywała też zorganizowanie oficjalnego referendum dotyczącego autonomii.

Po ogłoszeniu tej decyzji na planu San Marco szybko pojawili się separatyści głoszący skrajną ideę całkowitego oddzielenia się Wenecji od państwa włoskiego. Krajowe media nazwały tę tendencję venexitem. Na filmie opublikowanym przez dziennik La Stampa widać powiewające na wietrze Sztandary Świętego Marka opatrzone wizerunkiem złotego lwa. Były one niegdyś symbolem Republiki Weneckiej.

Uchwała z 2016 roku zakłada między innymi, oprócz wspomnianych lekcji dialektu w szkołach, możliwość wydania weneckiego prawa jazdy i dwujęzycznego oznakowania na drogach w całym regionie Wenecja Euganejska. To nic innego jak zastosowanie europejskiej konwencji ramowej powołanej przez Radę Europy w celu ochrony mniejszości historycznych, takich jak Romowie. Włochy ratyfikowały ją w 1997 roku.

Radni opowiedzieli się również za specjalnymi zasadami dotyczącymi przyjmowania do pracy urzędników. Ci, którzy nie urodzili się w regionie, mieliby zdawać egzamin, aby uzyskać tzw. licencję wenecką. Chodzi między innymi o sprawdzenie znajomości języka weneckiego, który, notabene, wciąż pozostaje kwestią sporną dzielącą lingwistów i historyków.

pusta ulica w Wenecji z suszącym się na powietrzu praniem
Przed pandemią COVID-19 miasto borykało się z tłumami turystów, dziś problemem stała się ich nieobecność / fot. Rafał Reyman

Autonomia? Są większe problemy!

Co roku z Wenecji do budżetu państwa płynie ok. 20 mld euro. Wartość PKB Veneto, a więc całego regionu, stanowi prawie 10 proc. krajowego PKB. Włochy z pewnością odczułyby więc, gdyby Wenecja Euganejska zaczęła większość pieniędzy z podatków przeznaczać na lokalne potrzeby, zamiast przekazywać je do Rzymu. Stolica nie pała więc entuzjazmem wobec weneckich aspiracji.

Referendum odbyło się w 2017 roku. Wynik: 98,1 proc. głosów na „tak” dla autonomii. Sondaż nie jest wiążący, ale może stać się kartą przetargową w negocjacjach z rządem.

Jest rok 2021, a Veneto, mimo prób i presji skierowanej w stronę rządu nadal nie jest regionem autonomicznym. Nie mówiąc już o separatystycznym marzeniu o całkowitym odłączeniu się od Włoch. W obliczu pandemii COVID-19 pojawiły się nowe, ważniejsze problemy. Miasto, które wcześniej nie potrafiło poradzić sobie z masowym najazdem odwiedzających, cierpi teraz na ich brak. Wenecja, żyjąca głównie z turystyki, jak nigdy potrzebuje dziś tłumu wycieczkowiczów, którzy będą zachwycać się Mostem Westchnień, gondolami i maskami weneckimi sprowadzanymi z Chin. Tak jak dawniej, nie będą oni mieli raczej czasu – a pewnie i chęci – by spojrzeć głębiej w miasto i dostrzec jego bardziej złożone oblicze, ale przyniosą ze sobą pieniądze. Kwestia autonomii musi poczekać na lepsze czasy.

Marta Burza

Z wykształcenia indolog, turkolog i absolwentka Podyplomowych Studiów Pomocy Humanitarnej. Pisała m.in. dla Gazety Krakowskiej, Krytyki Politycznej i portalu Popmoderna.pl, a w Gazeta.pl redaguje newsy. Interesują ją migracje, nierówności społeczne i Azja Południowa.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.