Jak chronić winnice i strzelać do chmur. Listy ze Słowenii #85

9 września, 2023
przeczytasz w mniej niż 3 min.
klopotec

Klopotec jest zupełnie nieskuteczny, ale stał się symbolem słoweńskiej Styrii.

W Słowenii początek roku szkolnego wcale nie oznacza końca lata. Choć wakacje się skończyły i autostrady stały się znów w miarę drożne, bez zagranicznych turystów pędzących do Chorwacji, to temperatury wciąż są przyjemnie wysokie. Słońce świeci mocno, sprawiając, że winogrona gromadzą cukry. Do winobrania pozostały dni. Przynajmniej na wschodzie kraju, lato trwa dopóki winnice wciąż toną w dźwiękach klopotca.

Klopotec jest symbolem lata w styryjskich winnicach i to zarówno w Słowenii jak i w Austrii.

Kiedy jagody zaczynają się wybarwiać (fr. Véraison), winiarze zaczynają stawiać klopotce przy uprawach. To mechaniczne urządzenie, połączenie wiatraka z kołatką, które w zamyśle miało odstraszać ptaki. Można powiedzieć, że jest to mechaniczny strach na wróble.

Po raz pierwszy wzmianki o klopotcach pojawiają się w XVII w. Stawiano je na polach ze zbożem, a dopiero stamtąd zawędrowały do winnic. Jak się można łatwo przekonać, klopotce są całkowicie nieskuteczne w straszeniu ptaków. Zwierzęta dość szybko przyzwyczajają się do ich monotonnego dźwięku i nie zwracają na nie uwagi w czasie skubania gron. Mimo to, urządzenia stały się symbolem winnic w Styrii, a spotkać je można także na terenie Chorwacji. Dziś są już tylko elementem kultywowanej tradycji, choć wciąż niektórzy winiarze mocno wierzą w ich ochronną moc. Nie przed ptakami jednak, a przed wszelkim nieszczęściem – od suszy i gradobicia aż po brak unijnych dopłat. Poza tym, stawianie klopotca jest świetną okazją do biesiady. W końcu przed winobraniem, trzeba przygotować miejsce w piwnicy dla nowego rocznika.

Myślenie magiczne jest wyrazem bezsilności rolników w konfrontacji z przyrodą.

Gradobicia, susze, ulewy i amatorzy cudzej własności od stuleci spędzali winiarzom sen z powiek. O ile walka ze złodziejami i dziczyzną nie była już na starcie skazana na porażkę, to warunki pogodowe od zawsze stanowiły największe wyzwanie dla kmieci.

Tylko w tym roku winnice zostały kilkakrotnie doświadczone przez ekstremalne zjawiska. Wyjątkowo mokry maj przyniósł na wschodzie kraju wiele osuwisk i lawin błotnych. Niektórzy winiarze w jednej chwili stracili kilkanaście tysięcy krzaków, które wraz ziemią zsunęły się w doliny. Latem z kolei przez kraj przechodziły gwałtowne burze z gradem. Dodatkowo gorące i wilgotne powietrze były wręcz wymarzone dla największego wroga europejskich winnic, mączniaka.

Strach przed gradem jest wśród winiarzy powszechny. Dlatego wielu z nich inwestuje w specjalne ochronne siatki. Inni z kolei chwytają się bardziej alternatywnych metod.

Jeszcze w średniowieczu chmury burzowe próbowano odganiać bijąc w kościelne dzwony. Efekt zależał od pobożności parafian. Czasem chmury przechodziły bokiem, co świadczyło o niewzruszonej wierze gminu. Naturalnie wówczas wskazana była ofiara dziękczynna miejscowemu proboszczowi. Czasem jednak, mimo najlepszych chęci, burza uderzała z największą furią i niszczyła uprawy. W takim wypadku należało wymienić dzwon na większy i w tym celu złożyć ofiarę proboszczowi.

Jednak w XIX w., wraz z rozwojem wiary w postęp technologiczny, zaczęto konstruować specjalne moździerze, którymi miotano pociski prosto w chmury. Powstały wyspecjalizowane firmy produkujące broń i amunicję, budujące stacje strzelnicze, obsługujące działa i prowadzące szkolenia. Tylko na jedno z takich szkoleń zgłosiło się ponad 1500 kandydatów chcących poznać tajniki właściwego strzału. Bo, jak się w szybko okazało, nie każde strzelanie kończyło się sukcesem. Wraz z popularyzacją tej metody, dochodziło do coraz większej liczby wypadków śmiertelnych. Metody zakazano na początku XX w.

Jednak w Chorwacji wciąż są popularne antygradowe rakiety, które rozpylają jodek srebra. Zasiane w ten sposób chmury mają dać deszcz zanim krople zaczną zamarzać. W Austrii niezwykle popularne są natomiast samoloty, które pryskają chemią obłoki. Skuteczność tego rozwiązania nigdy nie została potwierdzona naukowo, ale piloci uparcie twierdzą, że liczy się odpowiedni moment „siania”. Podobnie twierdzili strzelający z moździerzy. Być może już lepiej pozostać przy klopotcach, w końcu to bardziej ekologiczne i ekonomiczne, niż pryskanie chemią. Skutek zaś podobny.

Napisz do autora:d.buraczewski@travelmagazine.pl

Damian Buraczewski

Ze Słowenią związany od 2011 roku. Prowadzi blog SlovVine.com wybrany Winiarskim Blogiem Roku 2019 magazynu Czas Wina. Jego teksty o Słowenii ukazały się na łamach Tygodnika Powszechnego, Tygodnika Przegląd i Czasu Wina.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

O nas

W redakcji Travel Magazine wierzymy, że uważne podróżowanie potrafi zmienić rzeczywistość na lepsze. Jest przecież jedną z form opowiadania o świecie. A to z opowieści biorą się wszystkie zmiany. Z opowieści rodzi się wiedza.

Najnowsze wywiady

Newsletter

Aktualności, inspiracje, porady.

Liczba tygodnia

To też ciekawe