Jak nie brać rozwodów. Listy ze Słowenii #64

przeczytasz w mniej niż 3 min.

Słoweńcy nie garną się do zawierania małżeństw. Bo nie muszą

Słowenia rzadko pojawia się w polskich mediach, a jeśli już, to jest to zwykle związane ze sportowymi sukcesami Słoweńców. Tym razem jednak mała alpejska republika stała się wzorem dla liberalnej i lewicowej publiki w Polsce. Z kolei dla konserwatywnej części naszego społeczeństwa okazała się wyklętym miejscem w pobliżu piekła.

Wszystko za sprawą słoweńskiego trybunału konstytucyjnego, który latem wydał orzeczenie o równości małżeńskiej dla par nieheteronormatywnych. Nowy lewicowy rząd nie zwlekał ze zmianą prawa i Słowenia wprowadziła prawo do zawarcia małżeństwa dla par jednopłciowych. I to ze wszystkimi tego konsekwencjami, a więc też możliwością adopcji dzieci. Wiadomość ta dotarła do polskich mediów i bardziej chyba zszokowała Polaków niż obywateli Słowenii. Nie twierdzę, że po słonecznej stronie Alp wszyscy nowej ustawie przyklaskują (w referendach w 2012 i 2015 roku Słoweńcy odrzucili równość małżeńską), ale pary homoseksualne od lat korzystały z wielu praw, które w Polsce są zarezerwowane jedynie dla osób po ślubie.

Temat równości małżeńskiej budzi wśród Słoweńców niewielkie zainteresowanie, bo i sam związek małżeński jest tu mało popularny.

Aż 58% dzieci rodzi się w związkach nieformalnych. Kiedy przyjechałem na słoneczną stronę Alp, byłem zdumiony, jak wielu moich znajomych żyje „na kocią łapę”, czy też, jak się mówi w Słowenii: „na kukurydzy” (sł. na koruzi).

Z danych Eurostatu wynika, że Słowenia ma drugi najniższy w Europie współczynnik zawieranych małżeństw na 1000 mieszkańców. Wynosi on 3,2 i tylko nieznacznie ustępuje równie stroniącym od ślubnych formalności Włochom (3,1).

Branie ślubu nie jest powszechne, bo związki nieformalne (sł. zunajzakonska skupnost) traktowane są przez państwo niemal na równi z tymi oficjalnymi. I nie potrzebne są do tego żadne zaświadczenia. Wystarczy po prostu ze sobą żyć. Można powiedzieć, że państwo wprowadziło nową formę małżeństwa: „przez zasiedzenie”. Status związku nieformalnego stwierdza się w konkretnej sprawie, na przykład przy wypłacaniu pomocy społecznej lub udzielaniu kredytu w banku. Zwykle urzędników przekonuje wspólny adres zamieszkania partnerów. W razie wątpliwości sprawa może przejść przez sąd, zdarza się to jednak bardzo rzadko.

Nawet jeśli para zdecyduje się na ślub, to najczęściej jest to jedynie uroczystość cywilna. Jedynie 31% nowożeńców zdecydowało się na ślub kościelny. Popularności religijnej ceremonii nie pomaga fakt, że prawną moc ma jedynie małżeństwo zawarte przed urzędnikiem państwowym. Do kościoła małżonkowie udają się więc po wizycie w urzędzie stanu cywilnego.

W odróżnieniu od Polski, uroczystość ma kameralny charakter. Prawdziwą rzadkością są wesela.

Jeśli są organizowane, to zazwyczaj bawi się na nich nie więcej niż setka gości. Nieco to dziwi, bo Słoweńcy lubią imprezować, ale widocznie strażacka biesiada (sł. gasilska veselica) w okolicy ma więcej powabu niż przyjęcie weselne w restauracji. Sytuację lokali tylko w niewielkim stopniu ratują nowożeńcy pochodzący z innych republik byłej Jugosławii. Oni co prawda wyprawiają duże wesela, ale najczęściej organizują je w kraju swoich rodziców.

Niski współczynnik zawieranych małżeństw ma jeszcze jeden, nieoczekiwany efekt. Jest mało rozwodów. O ile w Polsce ich wskaźnik (w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców) wynosi 1,7, o tyle w Słowenii jest to 1,2. W Europie mniej zakończonych małżeństw notuje się tylko w Irlandii i na Malcie (0,7).

Najwyraźniej ci Słoweńcy, którzy już zdecydowali się na zawarcie małżeństwa, dobrze tę decyzję przemyśleli.



Napisz do autora: d.buraczewski@travelmagazine.pl

Damian Buraczewski

Ze Słowenią związany od 2011 roku. Prowadzi blog SlovVine.com wybrany Winiarskim Blogiem Roku 2019 magazynu Czas Wina. Jego teksty o Słowenii ukazały się na łamach Tygodnika Powszechnego, Tygodnika Przegląd i Czasu Wina.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.