Zamknij oczy i słuchaj

6 lipca, 2024
przeczytasz w mniej niż 4 min.

Na co dzień korzystamy głównie ze wzroku. Mnóstwo przez to tracimy

Fot. Aaron Lee / Unsplash

Gdy piszę te słowa, sąsiad z czwartego piętra usilnie wwierca się w ścianę. Wakacje nie wszystkich skłaniają do podróży. To także okres remontów, które kiedyś trzeba zrobić, a kilkanaście wolnych dni pozwala wreszcie rozwinąć skrzydła.

Dźwięk wiertła drążącego ścianę mnie irytuje. Jest trochę nieprzewidywalny, ale na pewno dobrze słyszalny. Gasi szczebiot ptaków buszujących za oknem. Wystukuje niezrozumiałe dla mnie kody – wolne uporczywe obroty maszyny, później kilka minut przerwy, wściekłe wibracje o niskiej częstotliwości i tępe uderzenia końcówki wiertła dociskanego przez silne ręce robotnika, który próbuje przełamać opór materii. Czasem na chwilę wszystko cichnie i słyszę tylko jakieś szuranie, jakby ktoś z uwagą modelował te wydrążone szczeliny.

Denerwuje mnie to dźwiękowe wtargnięcie w moją prywatną przestrzeń. Z wiekiem moja wrażliwość na hałasy rośnie i coraz częściej przeszkadza mi miejski harmider, zgiełk, ryk aut i łomot tramwajów toczących się po szynach.

Według danych WHO dźwięki powyżej 70 dB są szkodliwe dla naszego zdrowia.

To mniej więcej poziom hałasu, jaki panuje na ulicach przeciętnego większego miasta. Być może to kwestia ewolucyjna. Przez większość swojej historii ludzkość nie miała do czynienia z dźwiękami przekraczającymi 50 dB. Tyle emituje zwykła rozmowa. Szum liści to ok. 15 dB.

Tymczasem młot pneumatyczny generuje hałas sięgający 120 dB, a startujący samolot ponad 150. To są jednak wynalazki współczesności. Poziom dźwięku, na który raczej nie mieliśmy szans kiedyś natrafić. Dla naszych przodków głośny mógł być ewentualnie sztorm nad morzem, łomot wody w wysokim wodospadzie czy burza z grzmotami. Jak często jednak mieliśmy z nimi do czynienia?

W kwietniu, na zbiegu al. Solidarności i al. Jana Pawła II w Warszawie pojawił się mural z sonometrem mierzącym poziom hałasu. Nigdy nie widziałem – a bywam tam dość regularnie – by wskaźnik spadł poniżej 60 dB. Zazwyczaj oscyluje wokół 70 (acz przyznaję, że nie obserwowałem go w środku nocy, gdy powinno być ciszej). Na ścianie wymalowano napis: „Za głośno? W hałasie nie usłyszysz śpiewu słowika. Nie pozwól, by ważne dźwięki Ci umykały”.

Pozwalamy na to jednak regularnie. Dlaczego? Bo naszym podstawowym zmysłem jest wzrok. Od zawsze posługiwaliśmy się nim w większym stopniu niż pozostałymi zmysłami.

To wzrok decydował o naszym przetrwaniu i rozwijaniu się.

Technologia pchnęła nas na tę „wzrokową drogę” jeszcze bardziej. Fotografia, kino, telewizja, a w końcu internet sprawiły, że patrzenie zaczęliśmy przedkładać ponad wszystko. Każdy z nas nosi dziś przy sobie miniaturowy komputer, który pozwala na konsumpcję niekończącej się liczby obrazów, zarówno tych statycznych, jak i ruchomych. Jeżeli chcesz zobaczyć, jak prezentuje się zupa serwowana w restauracji, do której się właśnie wybierasz – wyjmij telefon. Zastanawiasz się, czy spodoba ci się plaża na Sardynii? Wyjmij telefon. Chcesz wiedzieć, jaki kształt mają tradycyjne kamienne domki trulli w Apulii? Sięgnij po komórkę.

Przełomowe okazało się oczywiście pojawienie się Instagrama, a później TikToka (a za moment zapewne czegoś kolejnego, podobnego). Umożliwiono nam przesyłanie i dzielenie się obrazami przedstawiającymi dosłownie wszystko. Hegemonia wzroku nad innym zmysłami stała się kompletna. I to do tego stopnia, że mało dziś kogo obchodzi już zapach, dźwięk czy faktura. Trudno je bowiem uchwycić na zdjęciach (filmach) i przesłać dalej. Nie da się tymi doświadczeniami łatwo podzielić.

Oceniamy więc dziś niemal wszystko przy pomocy wzroku.

Nawet potrawy – które zdawałoby się, powinniśmy w pierwszej kolejności smakować – konsumujemy najpierw, patrząc na nie. I oczywiście robiąc im zdjęcia. Posiłki są dobre, jeżeli da się je efektowanie sfotografować. Sushi, jagody acai, awokado nadają się do tego idealnie. Gulasz, bigos czy góra makaronu już niekoniecznie. Być może niedługo będziemy preferować posiłki, które da się rozdzielić na poszczególne składniki, bo w ten sposób dobrze prezentują się na zdjęciach. A jeżeli nie da się tego zrobić, danie powinno być chociaż kolorowe i odpowiednio przybrane. Zupa krem z groszku lub litewski chłodnik tak, rosół już niekoniecznie.

Wzrok gra pierwszoplanową rolę nawet w relacjach między ludźmi. Drugą osobę oceniamy głównie na nią patrząc. W aplikacjach typu Tinder liczą się wyłącznie obrazy. Selekcja potencjalnych kandydatów odbywa się zresztą tak szybko, że często nawet nie czytamy tych kilku słów opisu. Stąd zapewne liczne rozczarowania, gdy dojdzie w końcu do spotkania. Okazuje się, że nie lubisz zapachu danej osoby albo do szału doprowadza cię tembr jej głosu.

Docenienie świata w całej jego złożoności wymaga uruchomienia wszystkich zmysłów.

Nawet, jeżeli jakiś hałas mi przeszkadza (jak teraz), bądź dany zapach niespecjalnie mnie nęci, staram się od nich nie uciekać. Gdy myślę o wszystkich moich podróżach – zarówno tych odległych, jak i zupełnie bliskich – pojawiają się w tych wspomnieniach szczegóły, które rejestrowałem bez udziału wzroku. Gładkość skóry na samochodowym fotelu, mineralny zapach morskiego powietrza, lekko zbutwiała nuta wilgotnego lasu, hipnotyczna melodia wygrywana przez cykady, kwaskowy smak mrówek podawanych w drogiej restauracji.

Nie będę Was zachęcał do zostawiania telefonów w domu, ani do zatapiania się w „chwili obecnej”, bo trąci to już banałem i mało kto z nas temu zresztą jest w stanie podołać. Ciekawie może być jednak co jakiś czas spróbować bardziej zaangażować inne zmysły niż wzrok. Szukać dźwięków, zapachów lub dotykać po prostu, czego się da. A może nawet zamknąć na moment oczy.

https://buycoffee.to/travelmagazine

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

O nas

W redakcji Travel Magazine wierzymy, że uważne podróżowanie potrafi zmienić rzeczywistość na lepsze. Jest przecież jedną z form opowiadania o świecie. A to z opowieści biorą się wszystkie zmiany. Z opowieści rodzi się wiedza.

Najnowsze wywiady

Newsletter

Aktualności, inspiracje, porady.

Liczba tygodnia

To też ciekawe