Jak zostać ignorantem. Listy ze Słowenii #68

14 stycznia, 2023
przeczytasz w mniej niż 4 min.

Nasza wiedza na temat innych krajów bywa często dużo mniejsza, niż jesteśmy skłonni przyznać. Na szczęście ignorancji łatwo uniknąć

Przed laty dużą popularnością cieszyły się w sieci filmy pokazujące ignorancję mieszkańców USA. Materiały o „głupich Amerykanach” uwielbiano zwłaszcza w Europie, a szczególnym zainteresowaniem cieszyły się sondy uliczne dotyczące geografii politycznej Starego Kontynentu. Mnie jednak zawsze zastanawiało, ilu mieszkańców Europy potrafiłoby wskazać i nazwać wszystkie stany USA. Myślę, że większość miałaby problem nawet z państwami Ameryki Łacińskiej, Azji czy Afryki. Niestety, smutna rzeczywistość jest taka, że już mapa Europy stanowi dla wielu jej mieszkańców wyzwanie.

Ta geograficzna ignorancja jest niestety powszechna. Ostatnio dotknęła mnie osobiście, gdy jedna ze znajomych na Facebooku oznaczyła mnie w poście dotyczącym języka czeskiego. Na jej usprawiedliwienie muszę dodać, że usunęła komentarz zanim zdążyłem zareagować.

To zresztą nie pierwszy raz, kiedy w Słowenii oczekiwano ode mnie znajomości czeskiego. W końcu pochodzę z tych państw, „gdzieś tam”. Owszem, rozumienie języka (zwłaszcza pisanego) naszych południowych sąsiadów jest dla mnie obecnie nieco łatwiejsze, ale tylko z powodu znajomości słoweńskiego. Zanim jednak rzucimy szyderstwem w naiwnych Słoweńców, mylących Czechów i Polaków, spójrzmy krytycznie na siebie.

Przykłady można mnożyć, choć najczęściej zdarza się nam nie odróżniać Słowacji od Słowenii.

Wiele razy spotykałem się także z pytaniami, czy w Słowenii mówi się po serbsku i czy słoweński jest dialektem serbskiego? Odpowiedź niestety jest rozczarowująca dla wszystkich „jugofili”. Otóż, językiem urzędowym w Słowenii jest język słoweński (oraz węgierski i włoski w kilku gminach przygranicznych). I nawet serbscy nacjonaliści nie uważają słoweńskiego za dialekt serbskiego (w przeciwieństwie do chorwackiego, bośniackiego i czarnogórskiego).

Oczywiście, po kilku latach życia w Słowenii niektóre sprawy są dla mnie oczywiste. Z kolei dla Polaków, którzy nigdy nie odwiedzili tego kraju, są nieznane. Ale czasem nie pomaga nawet osobiste doświadczenie.

Pamiętam jak przed laty prowadziłem dyskusję na internetowym forum na temat języka słoweńskiego. Jeden z użytkowników, który Słowenię odwiedził „już dwukrotnie”, wykazywał się brawurową wręcz ignorancją i nieustępującą jej pewnością siebie. Był przekonany, że język słoweński to dialekt serbskiego. Jego głównym argumentem było to, że w czasie festiwalu w Lublanie mówiono ze sceny po serbsku, bez tłumaczenia. Nie wnikałem już, czy był w stanie odróżnić słoweński od serbskiego, choć szybko wywnioskowałem, że żadnym ze wspomnianych nie władał. Gdyby zaś znał przynajmniej jeden, musiałby przyznać, że drugiego nie rozumie. Przynajmniej ja nie dostałem gratis do słoweńskiego nagłej znajomości żadnego dodatkowego języka, nad czym zresztą ubolewam. Niestety, besserwisser z forum był całkowicie zaimpregnowany na wiedzę, która nie potwierdzała jego przypuszczeń.

Rzeczywiście wielu Słoweńców, zwłaszcza starszego pokolenia, zna serbski lub chorwacki. Jeszcze trzy dekady temu były to języki urzędowe. Dlatego też organizatorzy nie zapewnili tłumaczenia.

Podobnie było na festiwalu filmów młodzieżowych w Mariborze, gdzie galę prowadzono wyłącznie po niemiecku. Z kolei w Primorju popularny jest język włoski. W sklepach i punktach usługowych wiele napisów jest w tym języku, w lokalach często słychać włoskie stacje radiowe, a każda kasjerka czy kelnerka obsługuje włoskich klientów w ich języku. Zakładam jednak, że mało który Polak mógłby uznać, że słoweński jest włoskim dialektem.

Co zrobić, by nie wpaść w pułapkę własnej ignorancji? Mistrz reportażu, Ryszard Kapuściński, zalecał czytać. Przed udaniem się w nowe miejsce, studiował jego historię i kulturę. Podobną zasadę stosuje Andrzej Stasiuk. W ten sposób, odwiedzając inne kraje, można zrozumieć dużo więcej. Choć wydaje mi się, że czytelników Travel Magazine do tego akurat przekonywać nie trzeba.

Napisz do autora:d.buraczewski@travelmagazine.pl

Damian Buraczewski

Damian Buraczewski

Ze Słowenią związany od 2011 roku. Prowadzi blog SlovVine.com wybrany Winiarskim Blogiem Roku 2019 magazynu Czas Wina. Jego teksty o Słowenii ukazały się na łamach Tygodnika Powszechnego, Tygodnika Przegląd i Czasu Wina.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

O nas

Podróżowanie jest jedną z form opowiadania o świecie - sposobem na łączenie kultur i osób. Chcemy zapewnić Czytelnikom nowe spojrzenie, zachęcając do wolniejszej i bardziej uważnej podróży.

Najnowsze wywiady

Newsletter

Aktualności, inspiracje, porady.

Liczba tygodnia

To też ciekawe